UltimaForum

Kącik Artystyczny - Krucjata Głupców

Masta_Artista - Pon 20 Lut, 2012 01:00
Temat postu: Krucjata Głupców
Ci, którzy uszli z życiem nie są w stanie opowiedzieć wydarzeń, jakie miały miejsce w czasie ostatniej, decydującej wojny w erze ludzkości. Wojny nuklearnej.

Odkąd odkryto działanie energii atomowej, a także ujarzmiono ją w postaci elektrowni, wielu sceptyków dochodziło do jednego, bardzo istotnego wniosku. "Iskra atomowa, która dostała się w nasze ręce, nie może posłużyć złym celom. Byłoby to niezwykle kosztowne i przerażające w skutkach. . ."

Ale kto by słuchał chudzielców w długich białych fartuchach z dyplomikami? No właśnie. . . nikt

W tym okresie, głowy wielu wysoce zurbanizowanych państw, mając pod swoimi chciwymi łapami cały arsenał bombowy, postanowiły wykorzystać ich potencjał w ostatniej wojnie, zwanej później "Krucjatą Głupców".

Na pewno kiedyś bawiliście się w piaskownicy, nieprawdaż? Budowaliście zapewne zamki, domki, lub po prostu stawialiście babki. Załóżmy, że tak wyglądał świat, przed Krucjatą. Był poukładany i pełen wdzięku, jeśli można było to tak określić. To, czym posłużyli się Głupcy, zadziałało na tę "Piaskownicę Życia" jak plastikowe grabki. Dosłownie starło z powierzchni wszystko, co było większe od ziarenka piasku i ubrało w płaszcz śmiercionośnego promieniowania.

Czy ludzie przeżyli? Owszem, ale to już nie byli ci sami ludzie. Nie należeli już do społeczeństwa z zasadami, gdzie sąsiad wita sąsiada, częstując przepysznym ciastem jagodowym i dzieląc się nowinkami ze świata zakupów i dziennych zmagań z losem. Wojna sama w sobie się nie zmienia, ale w tych, którzy padają jej ofiarą, zaszczepia nienawiść, dezorientację, czy nawet niepohamowany gniew, lub chorą wręcz determinację...

Empire City należało niegdyś do czołówki post-industrialnej wizji unowocześnienia handlu i ekonomii. W całym świecie nie było miejsca bardziej dostosowanego do potrzeb ludzkich jak właśnie Empire. To miasto sprawdzało się pod kątem zdobywania pieniędzy i robienia kariery. Jak w filmach z Simonem Scothfire-em, gdzie wkraczając do metropolii jako biedak, opuszczał ją w nowym, czerwonym Camarro, wyrzucając papierosa przez okno, przy zachodzie słońca.

Teraz Empire City to nic innego jak wielka pustynia, pełna zrujnowanych bloków, szkła i wraków, niedziałających już od lat samochodów. To dziura, w której chowają się szumowiny i szabrownicy. Teraz, ten teren ochrzczono mianem "Imperialna Republika Nowe Nadziei" czyli "IRNN", lub zwyczajnie "Republika". Na jej czele stoi Andrew Morrigan, ambitny czterdziestolatek, który wciąż śni patriotyczne sny o zjednoczeniu narodu i przywróceniu Empire City dawnej świetności. Powołał do działania oddziały "Policji Stanowej", której członkowie, mając w posiadaniu dobrej jakości broń (karabiny, granatniki, pistolety, oraz pancerze deonowe) są zobowiązani do oczyszczania ulic z wszelkiego pół-świadka oraz odnowienie organizacji centralnych pierścieni miasta...

Ale dość już o cywilizacji. . . skupmy się na jej jednym, konkretnym okazie. Albercie Twisterland-zie, który wychodząc z piwnicy rodzinnego mieszkania, wzrokiem napotkał swoją ojczyznę, niczym z koszmaru sennego o utraconej nadziei i widokach na przyszłość.

Pierwsza myśl, jaka zdołała przebić się przez falę rozczarowania i strachu przed ogromem tego kataklizmu, była jak cel, jak wskazówka która wyznaczyć ma dalsze losy jego życia.

"Muszę przeżyć"

C.D.N (Być może)

master miller - Pon 20 Lut, 2012 07:05

Średnia recenzja w CDA ma więcej znaków :D
Zazombik - Pon 20 Lut, 2012 11:34

Soooooooo epic :lol: Akcja wydaje mi się trochę nielogiczna (najpierw wybiegasz do jakiejś policji stanowej, a później gość wychodzi z piwnicy :shock: )
Cytat:
pół-świadka
A gdzie druga połowa ? W dochodzeniu by się przydała :-P
Solomon Lee - Pon 20 Lut, 2012 13:54

Jeszcze nie czytałem tak beznadziejnego opowiadania - mam nadzieję, że ciąg dalszy nie nastąpi.
Masta_Artista - Pon 20 Lut, 2012 15:09

Zazombik : Przytoczę fragment, który jak mniemam miał Ci uświadomić, że już przestaję opisywać wydarzenia, a skupiam się na jednym bohaterze :

"Ale dość już o cywilizacji. . . skupmy się na jej jednym, konkretnym okazie."

Pół-świadek - nie wiem czy zastosowałeś tu ironię, czy sarkazm, ale chodziło mi o społeczność przestępczą.

Solomon Lee : Potatoes gonna potate, kiepski sposób na zemstę, w ramach zamknięcia działu z moim powrotem. Kurcze, trochę więcej dystansu, nie chcesz, nie czytasz ;) Ew. niedogodności z tym związane kieruj uprzejmie na priv.

- Jeśli masz zamiar zacząć znowuż żmudną pisaninę i otwierać kolejną polemikę, nie, dziękuję, a pisać będę dalej. Choćby dla własnej przyjemności. Jeśli faktycznie coś Ci się nie podoba, to uprzejmie napisz mi na prywatnej wiadomości szczerze, co Ci w niej nie pasuje, a nie podsumowuj wszystkiego, co daje złudne wrażenie "O, on się pyszy, to mu na piszę że beznadziejnie pisze". Sam jestem ciekaw, co Ci nie pasuje

Master Miller : Interpunkcja to coś, co każdy szanujący się człowiek powinien znać. Dowodzi przede wszystkim o inteligencji i znajomości polszczyzny (Czy też innego języka) Pozdrawiam :)

Owszem, nie zniechęciłem się i pisać będę dalej, a "potejtołsy, które potejtują" nie robią na mnie większego wrażenia. Dziękuję

Malian - Pon 20 Lut, 2012 15:19

Solomon Lee, czy Ty nie masz co robić? Jeśli nie masz, to może lepiej napisz co Ci się tutaj nie podobało... A jeśli uważasz, że to "bes sęsu", to odpuść sobie i zaoszczędź kilka sekund/minut na obranie kartofli. :roll:
Masta_Artista - Pon 20 Lut, 2012 15:23

Wnioskując z tej konstruktywnej krytyki, Malian będzie przynależył do grona osób wyczekujących części następnych ;)? Sprzymierzeniec! :D
Malian - Pon 20 Lut, 2012 15:36

Ależ oczywiście, ostatnio nie mam co czytać. :->
Chyba że dialogi w grach. :roll:

Solomon Lee - Pon 20 Lut, 2012 17:03

Masta_Artista napisał/a:
(...)Solomon Lee : Potatoes gonna potate, kiepski sposób na zemstę, w ramach zamknięcia działu z moim powrotem. Kurcze, trochę więcej dystansu, nie chcesz, nie czytasz ;) Ew. niedogodności z tym związane kieruj uprzejmie na priv.


Żaden sposób na zemstę nie jest kiepski. Jednak dlaczego wzbraniasz mi wyrazić swojej krytyki dla twojego opowiadania? Czyżby twoje nadwyrężone od nadęcia mniemanie o swojej wyższości było na tyle napięte, że nie zniosło by już mojej małej szpileczki niezadowolenia z twojej twórczości?

Przyjmujesz tylko pochwały, a głosów niezadowolenia się wstydzisz?

Masta_Artista napisał/a:
- Jeśli masz zamiar zacząć znowuż żmudną pisaninę i otwierać kolejną polemikę, nie, dziękuję, a pisać będę dalej. Choćby dla własnej przyjemności. Jeśli faktycznie coś Ci się nie podoba, to uprzejmie napisz mi na prywatnej wiadomości szczerze, co Ci w niej nie pasuje, a nie podsumowuj wszystkiego, co daje złudne wrażenie "O, on się pyszy, to mu na piszę że beznadziejnie pisze". Sam jestem ciekaw, co Ci nie pasuje


Nieee, dlaczego miał bym pisać to co mi się nie podoba w twojej "sztuce" do ciebie na prywatnej wiadomości? Czyżbyśmy się znali na tyle by wymieniać poglądy w prywatnej formie? Otóż mój drogi nie znamy się i tak pozostanie.

Masta_Artista napisał/a:
(...)Owszem, nie zniechęciłem się i pisać będę dalej, a "potejtołsy, które potejtują" nie robią na mnie większego wrażenia. Dziękuję


Skoro "potej....coś tam" nie robią na tobie wrażenia, to po co te protesty na temat wyrazów mojego niezadowolenia?

A więc co mi nie pasuje?

Cytat:
Ci, którzy uszli z życiem nie są w stanie opowiedzieć wydarzeń, jakie miały miejsce w czasie ostatniej, decydującej wojny w erze ludzkości. Wojny nuklearnej.


Dlaczego nie są wstanie opowiedzieć wydarzeń? Czy przeżycie wojny nuklearnej obcięło im języki? A może dostali amnezji pourazowej?

Cytat:
Odkąd odkryto działanie energii atomowej, a także ujarzmiono ją w postaci elektrowni, wielu sceptyków dochodziło do jednego, bardzo istotnego wniosku. "Iskra atomowa, która dostała się w nasze ręce, nie może posłużyć złym celom. Byłoby to niezwykle kosztowne i przerażające w skutkach. . ."

Ale kto by słuchał chudzielców w długich białych fartuchach z dyplomikami? No właśnie. . . nikt

W tym okresie, głowy wielu wysoce zurbanizowanych państw, mając pod swoimi chciwymi łapami cały arsenał bombowy, postanowiły wykorzystać ich potencjał w ostatniej wojnie, zwanej później "Krucjatą Głupców".


Po odkryciu energii atomowej zaczęto budować najpierw elektrownie, a nie bomby? A dlaczego nie użyto energii atomowej do niszczenia zaraz po jej odkryciu, by zyskać przewagę technologiczną? Przecież żmudne i czasochłonne budowanie elektrowni atomowych jest związane z rozpowszechnieniem się wiedzy na temat broni nuklearnej. A gdy największe mocarstwa mają broń nuklearną to będą się bali jej użyć by się nie zniszczyć nawzajem. Ale tytuł jest dobry - krucjata głupców - Trzeba rzeczywiście komasacji kretynów w rządzie by użyć broni atomowej przeciw innemu mocarstwu które także posiada nuklearny arsenał.

Cytat:
Na pewno kiedyś bawiliście się w piaskownicy, nieprawdaż? Budowaliście zapewne zamki, domki, lub po prostu stawialiście babki. Załóżmy, że tak wyglądał świat, przed Krucjatą. Był poukładany i pełen wdzięku, jeśli można było to tak określić. To, czym posłużyli się Głupcy, zadziałało na tę "Piaskownicę Życia" jak plastikowe grabki. Dosłownie starło z powierzchni wszystko, co było większe od ziarenka piasku i ubrało w płaszcz śmiercionośnego promieniowania.


Czyli mocarstwa postanowiły jednomyślnie wystrzelać wszystkie bomby atomowe wiedząc, że zrujnuje to życie na planecie. HA-DYSZ - głową w klawiaturę. Na Terminatorze trochę lepiej było to uzasadnione - Maszyny zniszczyły życie. A u ciebie życie zniszczyło się samo.

Cytat:
Czy ludzie przeżyli? Owszem, ale to już nie byli ci sami ludzie. Nie należeli już do społeczeństwa z zasadami, gdzie sąsiad wita sąsiada, częstując przepysznym ciastem jagodowym i dzieląc się nowinkami ze świata zakupów i dziennych zmagań z losem. Wojna sama w sobie się nie zmienia, ale w tych, którzy padają jej ofiarą, zaszczepia nienawiść, dezorientację, czy nawet niepohamowany gniew, lub chorą wręcz determinację...

Empire City należało niegdyś do czołówki post-industrialnej wizji unowocześnienia handlu i ekonomii. W całym świecie nie było miejsca bardziej dostosowanego do potrzeb ludzkich jak właśnie Empire. To miasto sprawdzało się pod kątem zdobywania pieniędzy i robienia kariery. Jak w filmach z Simonem Scothfire-em, gdzie wkraczając do metropolii jako biedak, opuszczał ją w nowym, czerwonym Camarro, wyrzucając papierosa przez okno, przy zachodzie słońca.

Teraz Empire City to nic innego jak wielka pustynia, pełna zrujnowanych bloków, szkła i wraków, niedziałających już od lat samochodów. To dziura, w której chowają się szumowiny i szabrownicy.


Skoro panowała taka idylla jakim sposobem wszystkie mocarstwa zaczęły do siebie strzelać bronią masowej zagłady? Po ...kiego grzyba?

Cytat:
Pierwsza myśl, jaka zdołała przebić się przez falę rozczarowania i strachu przed ogromem tego kataklizmu, była jak cel, jak wskazówka która wyznaczyć ma dalsze losy jego życia.

"Muszę przeżyć"


Niezwykle głęboka myśl - długo się zastanawiałeś o czym pomyśli człowiek podczas kataklizmu? "Muszę przeżyć" brzmi sensownie, ale kto wie, może ktoś podczas kataklizmu mógłby pomyśleć "Czy odkurzenie dywanu w moim zrujnowanym domu, będzie możliwe bez elektryczności? - Muszę znaleźć generator prądu".

Cytat:
C.D.N (Być może)


Co to znaczy "być może"? Łaskę robisz odbiorcom, że mogą poczytać twoje opowiadania? Jest prosta sprawa - piszesz albo nie piszesz.

Wysiliłem się by zrecenzować - dostanę podziękowanie?


ps

Masta_Artista napisał/a:
Wnioskując z tej konstruktywnej krytyki, Malian będzie przynależył do grona osób wyczekujących części następnych ;)? Sprzymierzeniec! :D


Oczywiście po mojej konstruktywnej krytyce twojej twórczości zechciej mnie zaliczyć do... grona wyczekujących.

Masta_Artista - Pon 20 Lut, 2012 22:20

Ech. . . Solomon. Może teraz ja złapię szczoteczkę i pozamiatam?

"Czyżby twoje nadwyrężone od nadęcia mniemanie o swojej wyższości było na tyle napięte, że nie zniosło by już mojej małej szpileczki niezadowolenia z twojej twórczości? "

TO, jest przykład ubliżania. Aż cuchnie agresywnością.

"Dlaczego nie są wstanie opowiedzieć wydarzeń? Czy przeżycie wojny nuklearnej obcięło im języki? A może dostali amnezji pourazowej?"

Załóżmy, że na własne oczy widziałeś, jak ludzie umierają, budynki sypią się w ruinę, wszędzie śmierć, cierpienie i ból. Jeśli Twoja psychika byłaby w stanie przeżyć wojnę, opowiedz, chętnie posłucham"

Pytasz, dlaczego nie zaczęto od razu budować broni. Załóżmy, że jako człowiek pierwotny wziąłeś po raz pierwszy do łapy kamień. Czy pierwszym, co przyjdzie Ci do głowy, będzie przyrżnięcie nim we współplemieńca? Myślę, że raczej pierwszą analizą będzie "Czy da się to jeść, może latać, czy da się tym rysować, ew. dopiero tutaj, czy zadaje ból", najpierw bada się naturę przedmiotu, bądź materii, którą później można wykorzystać do celów militarnych. Wiesz, zawsze zakłada się, czy aby moc, w jakiej jesteśmy posiadaniu nie zniszczy nas samych.


"Czyli mocarstwa postanowiły jednomyślnie wystrzelać wszystkie bomby atomowe wiedząc, że zrujnuje to życie na planecie. HA-DYSZ - głową w klawiaturę. Na Terminatorze trochę lepiej było to uzasadnione - Maszyny zniszczyły życie. A u ciebie życie zniszczyło się samo."

Fallout, Jerycho, Księga Eli, Mad Max. . . w każdym z tych tytułów, wojna miała przebieg natychmiastowy, nie było zastanawiania w formie "Oni nas zaatakują pierwsi?" Tylko od razu przeszli do działania "Zacznijmy! Bądźmy tymi, którzy zadadzą pierwszy cios" A efektem psychologicznej "Kuli śniegu" wszystkie ważniejsze umysły (nie do końca rozważne) zaczęły iść w ślad takiego rozwiązania

"Skoro panowała taka idylla jakim sposobem wszystkie mocarstwa zaczęły do siebie strzelać bronią masowej zagłady? Po ...kiego grzyba?"

Czy opisałem sytuację na CAŁYM świecie, czy odniosłem się tylko do Empire City?
Wiesz, nie wszędzie było tak idealnie jak tam, a zazdrosny umysł połączony z bronią masowego rażenia i możliwością stania się najlepszym gospodarczo państwem pociąga za spust.

"Co to znaczy "być może"? Łaskę robisz odbiorcom, że mogą poczytać twoje opowiadania? Jest prosta sprawa - piszesz albo nie piszesz. "

Nie. Nie śmiałbym robić łaski komukolwiek. Piszę być może, ponieważ jest wiele czynników, które są przeszkodami dla chęci ciągłego siedzenia przy komputerze. A szkoda.

To nie były protesty, na temat Twojej "Bardzo rozbudowanej jednozdaniowej krytyki", tylko chęć rozwinięcia myśli. Miałem wrażenie, że po prostu przeleciałeś na sam dół tematu, pisząc tylko "beznadziejne". Teraz mam dowód, że nawet jeśli ten fragment jest "beznadziejny" Ty go przeczytałeś.

"Oczywiście po mojej konstruktywnej krytyce twojej twórczości zechciej mnie zaliczyć do... grona wyczekujących."

Z miłą chęcią

"Wysiliłem się by zrecenzować - dostanę podziękowanie? "

To jest dopiero robienie komuś łaski. Dziękuję, że skrytykował mnie użytkownik Twojego formatu. A teraz wybacz, idę się pochwalić tym sukcesem całemu światu.

Nie mniej jednak zdaję sobie sprawę, że wśród tego postu znalazłeś mnóstwo kolejnych odwołań i jak nic będziesz dalej bronił swojego zdania. Uwierz mi, to nie potrzebne. Może poddawaj krytyce...przepraszam...opinii kolejne fragmenty, bo szczerze, nie będzie mi się chciało odpisywać za każdym razem i nie chciałbym żeby to zostało odebrane jako przejaw lenistwa

Solomon Lee - Wto 21 Lut, 2012 16:20

Masta_Artista napisał/a:
Ech. . . Solomon. Może teraz ja złapię szczoteczkę i pozamiatam?

"Czyżby twoje nadwyrężone od nadęcia mniemanie o swojej wyższości było na tyle napięte, że nie zniosło by już mojej małej szpileczki niezadowolenia z twojej twórczości? "

TO, jest przykład ubliżania. Aż cuchnie agresywnością.


Ktoś inny za ubliżenie mógłby odebrać nazywanie dwóch różnych osób jednym nickiem. Zapewniam Cię, że pan Miller i Melwin to różne osoby. Myślę, że się zrozumieliśmy.

Masta_Artista napisał/a:
"Dlaczego nie są wstanie opowiedzieć wydarzeń? Czy przeżycie wojny nuklearnej obcięło im języki? A może dostali amnezji pourazowej?"

Załóżmy, że na własne oczy widziałeś, jak ludzie umierają, budynki sypią się w ruinę, wszędzie śmierć, cierpienie i ból. Jeśli Twoja psychika byłaby w stanie przeżyć wojnę, opowiedz, chętnie posłucham"


Moja psychika przeżyła wiele ,ale nie wojnę. A więc chodziło Ci o to, że ludzie po katastrofie są w takim szoku, że nie są w stanie opowiedzieć o tym co się stało. Ale nie wyjdą z tego szoku jeśli nie będą mówić o swoich przeżyciach. Przy leczeniu traumatyzmów, bez względu na to jaką metodę stosuje się podczas leczenia, niezbędne jest by ofiara opowiedziała o swoich przeżyciach. Chociaż rzeczywiście, opowiadanie o traumatycznych przeżyciach stanowi dużą trudność, nie jest jednak niemożliwe. Myślę, że po wojnie ludzie zorganizowali by pomoc dla ofiar, a opowiadanie o swoich trudnych przeżyciach następuje u ludzi, jak nie u lekarza, to w gronie bliskich.

Masta_Artista napisał/a:
Pytasz, dlaczego nie zaczęto od razu budować broni. Załóżmy, że jako człowiek pierwotny wziąłeś po raz pierwszy do łapy kamień. Czy pierwszym, co przyjdzie Ci do głowy, będzie przyrżnięcie nim we współplemieńca? Myślę, że raczej pierwszą analizą będzie "Czy da się to jeść, może latać, czy da się tym rysować, ew. dopiero tutaj, czy zadaje ból", najpierw bada się naturę przedmiotu, bądź materii, którą później można wykorzystać do celów militarnych. Wiesz, zawsze zakłada się, czy aby moc, w jakiej jesteśmy posiadaniu nie zniszczy nas samych.


Kiedy pierwsze bomby atomowe zniszczyły dwa Japońskie miasta, nikt nie miał jeszcze w planach budowy elektrowni. Ten kto pierwszy wymyślił by broń nuklearną mógłby przejąć dominację nad światem. A potem mógłby sobie budować elektrownie.

Masta_Artista napisał/a:
"Czyli mocarstwa postanowiły jednomyślnie wystrzelać wszystkie bomby atomowe wiedząc, że zrujnuje to życie na planecie. HA-DYSZ - głową w klawiaturę. Na Terminatorze trochę lepiej było to uzasadnione - Maszyny zniszczyły życie. A u ciebie życie zniszczyło się samo."

Fallout, Jerycho, Księga Eli, Mad Max. . . w każdym z tych tytułów, wojna miała przebieg natychmiastowy, nie było zastanawiania w formie "Oni nas zaatakują pierwsi?" Tylko od razu przeszli do działania "Zacznijmy! Bądźmy tymi, którzy zadadzą pierwszy cios" A efektem psychologicznej "Kuli śniegu" wszystkie ważniejsze umysły (nie do końca rozważne) zaczęły iść w ślad takiego rozwiązania

"Skoro panowała taka idylla jakim sposobem wszystkie mocarstwa zaczęły do siebie strzelać bronią masowej zagłady? Po ...kiego grzyba?"

Czy opisałem sytuację na CAŁYM świecie, czy odniosłem się tylko do Empire City?
Wiesz, nie wszędzie było tak idealnie jak tam, a zazdrosny umysł połączony z bronią masowego rażenia i możliwością stania się najlepszym gospodarczo państwem pociąga za spust.


No, no, w miarę ładnie. :jupi:

Masta_Artista napisał/a:
"Co to znaczy "być może"? Łaskę robisz odbiorcom, że mogą poczytać twoje opowiadania? Jest prosta sprawa - piszesz albo nie piszesz. "

Nie. Nie śmiałbym robić łaski komukolwiek. Piszę być może, ponieważ jest wiele czynników, które są przeszkodami dla chęci ciągłego siedzenia przy komputerze. A szkoda.

To nie były protesty, na temat Twojej "Bardzo rozbudowanej jednozdaniowej krytyki", tylko chęć rozwinięcia myśli. Miałem wrażenie, że po prostu przeleciałeś na sam dół tematu, pisząc tylko "beznadziejne". Teraz mam dowód, że nawet jeśli ten fragment jest "beznadziejny" Ty go przeczytałeś.


Chciano bym napisał co mi się nie podobało, to napisałem. Chociaz strasznie to przydługawe się zrobiło. :roll:

Masta_Artista napisał/a:
"Oczywiście po mojej konstruktywnej krytyce twojej twórczości zechciej mnie zaliczyć do... grona wyczekujących."

Z miłą chęcią


No to załatwione, chociaż raczej nie będę się już tak czepiał szczegółów - poczekam aż opowieść się rozwinie. ;->

Masta_Artista napisał/a:
"Wysiliłem się by zrecenzować - dostanę podziękowanie? "

To jest dopiero robienie komuś łaski. Dziękuję, że skrytykował mnie użytkownik Twojego formatu. A teraz wybacz, idę się pochwalić tym sukcesem całemu światu.


Oczywiście nie liczyłem na podziękowanie. To był taki mały żarcik. :-PP

Masta_Artista napisał/a:
Nie mniej jednak zdaję sobie sprawę, że wśród tego postu znalazłeś mnóstwo kolejnych odwołań i jak nic będziesz dalej bronił swojego zdania. Uwierz mi, to nie potrzebne. Może poddawaj krytyce...przepraszam...opinii kolejne fragmenty, bo szczerze, nie będzie mi się chciało odpisywać za każdym razem i nie chciałbym żeby to zostało odebrane jako przejaw lenistwa


Ależ rozumiem. Nie miałem zamiaru toczyć nieustającej polemiki, tylko wyrazić swoje zdanie. :mrgreen:

Masta_Artista - Wto 21 Lut, 2012 16:23
Temat postu: Dzień 1
Dzień 1 "Cztery kąty"

Stał tak dobre kilka minut, a wzrok utkwił w zgliszczach rodzinnego miasteczka. Szanse, że ktoś jeszcze uszedł z życiem były nikłe, wręcz równe zeru. Z jednej strony cieszył go fakt, że nie będzie musiał oglądać ludzi, których istnienie przyprawiało go o mdłości. Choćby samego Simona Lottery-ego, dryblasa który kiedyś chodził do tego samego uniwerku co Albert. Już przez pierwsze kilka dni zrobił sobie z niego worek do trenowania, ciągle stroił "prymitywne" żarty, chociaż jego głupawy umysł nie był w stanie zrozumieć bardziej skomplikowanych zdań, czy poleceń. Miło było pomyśleć, że już nigdy go nie spotka, jednak euforia szybko ustąpiła miejsca ogromnemu smutkowi. Rodzice, przyjaciele, miłość. . . wszystko to prysło, jak bańka mydlana, skończyło się jak latami czytana księga. Zamknął się najważniejszy rozdział w jego życiu, bez możliwości ponownego otwarcia. Koniec. Finito, wszystko skończone. Dopadł go straszny żal i nienawiść do samego siebie. Był wściekły o słowa, których nie powiedział, bo nie zdążył. Zawsze powtarzał sobie, że "Ma czas". Teraz, przeprosiny za kłótnie, wyznania czy nawet oświadczyny wyblakły. Nie było do kogo przemówić. Został sam.

Życie w "Nowym Świecie" Zaczął od założenia sobie notesu, który nazwał "Dziennikiem Ocalenia". Był to spis rzeczy, jakie musi wykonać, by przedłużyć swoją, wątpliwą w starciu z opadem radioaktywnym, egzystencję. Postanowił, że każdego dnia, będzie robił wszystko, by spełnić przynajmniej po jednym założeniu...


Pierwszym z nich, było zadbanie o schronienie.

Zaczął od tego, że wybrał z piwnicy narzędzia, które nadają się do użytku i przy ich pomocy rozebrał kilka i tak już zdezelowanych garaży, skupiając się na wyciągnięciu z nich metalowych wrót. Przenoszenie takich drzwi było niezwykle czasochłonne i trudne. Był w stanie przenosić tylko jedne wrota co godzinę, zważywszy na ich ciężar i utrudniający przenosiny rozmiar. Do wieczora udało mu się przenieść ich 7.

Miał już materiały, teraz trzeba pomyśleć o ulepszeniu schronu.

Rozpalił kilka prowizorycznych koksowników, by noc nie zmusiła go do zaprzestania pracy. Kiedyś pomagał ojcu przy metaloplastyce, więc miał jakiekolwiek pojęcie o metalurgii. Przynajmniej takie, jakiego potrzebował.

Popołudniu, dnia następnego miał już obudowane stalą zejście do piwnicy, a stary łańcuch, który udało mu się znaleźć w pozostałościach fabryki niedaleko domu, posłużył idealnie jako dodatkowy zamek.

Resztę nocy "sprawdzał" stabilność swojej nowej, małej fortecy, za pomocą Młota, kamieni i siekiery.

Zanim słońce znów zaszczyciło niebo swoją obecnością, skreślił z karty nagłówek "Cztery kąty" i psychicznie przymierzał się do kolejnego :

"Zapasy"

C.D.N (Być może)

Zazombik - Wto 21 Lut, 2012 19:40

Trochę lepsze, tylko strasznie dużo błędów np. Młot z dużej. Zamiast tej cyfry (7) mogłeś napisać słowo, bo tak wstawiona trochę wybija z rytmu.
///
Pół-Świadek to nie była ironia, wytknąłem ci babola :-P

Malian - Wto 21 Lut, 2012 19:49

Zazombik, to i ja Ciebie poprawię. Nie "z dużej", lecz "z wielkiej".
Masta_Artista - Wto 21 Lut, 2012 20:04

Popieram, duża litera to taka, która jest napisana w skali 20:1, a wielka to ABC ;]

Baj de droga, ja się tam błędów nie doszukałem, poza tym jednym, ale skoro tak twierdzisz. Starość nie radość.

Ach faktycznie, był jeszcze półświadek. Nie wydaje mi się, że to był babol

+ Nagromadzenie czasowników "Zaczął"

Solomon Lee - Wto 21 Lut, 2012 20:38

Dobre, dobre... ale budować schron z drzwi od jakiś garaży, nie prościej by było mieszkać w piwnicy? Albo poszukać jakiś solidnych ruin, np. podziemia jakiegoś szpitala? ;-)

Ciekawe co sobie upichci na kolację. :?:

Amelanduil - Wto 21 Lut, 2012 20:45

Ciekawe zastosowanie metafory ^^ wygląda spójnie w miarę całość. Mi brakuje weny na takie pisanie, pewnie przez... nieważne, nie będę się rozpisywał o moim życiu xP Jakoś nie potrafię zebrać się na pisanie. Jest potencjał w twoim piśmie.
Masta_Artista napisał/a:

[...] Potatoes gonna potate [...]

^^

Ayene - Wto 21 Lut, 2012 20:58

Podoba mi się literacki język powyższych tekstów. Trochę zazdroszczę Tobie, bo mój jest za formalny, przez co często sprawia wrażenia sztucznego. Gratuluję. Nie dopatrzyłam się żadnych błędów, zarówno językowych, jak i logicznych. Pozdrawiam.

Malian napisał/a:
Zazombik, to i ja Ciebie poprawię. Nie "z dużej", lecz "z wielkiej".

Poprawnie jest (skoro już tak siebie poprawiamy) - pisać coś "małą literą" lub "wielką literą", a nie "z wielkiej litery". Polecam poczytać kilka artykułów M. Malinowskiego, zwłaszcza ten poświęcony uzusom :arrow: http://obcyjezykpolski.in...=archive&id=118

Malian - Wto 21 Lut, 2012 21:21

Malinowskiego? Rodzina? Ale w każdym razie byłem blisko. :aww:
Masta_Artista - Wto 28 Lut, 2012 01:04

Dzień 2 "Zapasy" (Part 1/2)

Sny. Często pojawiają się w nich miłe wspomnienia, lub też zawierają w sobie bardzo wiele, niezrozumianych przekazów, jak choćby "wizje". Z pewnością nie jednemu z was przytrafiło się "wyśnić" jakiś obraz waszego życia, a później być jego świadkiem po kilku dniach, tudzież tygodniach. Ach i to dziwne wrażenie "De Ja Vu?". Tę pierwszą część o obrazach przeżył tego dnia Albert. Śniło mu się, że stoi na dachu jakiegoś podupadającego wieżowca. W okół odgłosy strzelaniny, krzyki, jęki. Chciał się rozejrzeć, ale nie potrafił. Patrzył w dal, na olbrzymi grzyb poatomowy, który zaczął rosnąć, jak ciasto w piekarniku.
Zaraz za nim wzbił się w powietrze czarny śmigłowiec, a sam Albert upadł.

Na szczęście na podłogę.

Pierwszym co zrobił, było sięgnięcie po licznik Geigera, by sprawdzić, ile czasu mu zostało do znalezienia kombinezonu, nim promieniowanie go zabije...//

Wciąż normalne. Zatem można wyruszyć po zapasy.
Miejscem, do którego się udał był stary supermarket "Garden Pride". Jedyne miejsce do robienia zakupów w jego rodzinnym miasteczku. Przed zniszczonym do połowy wejściem zatrzymał się i zaczął nasłuchiwać. Słuch od zawsze miał bardzo dobry. Nic dziwnego, zważywszy na lata szkolne, kiedy z uwagą nasłuchiwał wracających z wywiadówki rodziców. To, co tym razem usłyszał, nie brzmiało zbyt zachęcająco.

- K**a!

Wstrząsnęło nim. Czyżby nie był jedynym, który przeżył? Może się tylko przesłyszał. Może to tylko fundament podupada i sprawia wrażenie klnącego mężczyzny? Ciekawość wzięła górę i po chwili Albert znalazł się w przedsionku "Garden Pride"

Masta_Artista - Sro 29 Lut, 2012 23:24

Dzień 2 "Zapasy" (Part 2/2) !!! +18 !!!

Zastanawiał się, po co właściwie przekroczył próg "Garden Pride". Fakt, potrzebował zapasów, ale pomysł z "poznaniem" innego ocalałego nie był do końca dobrze przemyślany. Co jeśli tym kimś okaże się jakiś uzbrojony zbrodniarz? Nie mógł nic poradzić, gdyż jego ciekawość niemal automatycznie ruszała mięśniami. Szedł mimo woli.

Kucnął pod jedną z doniczek, w których kiedyś były olbrzymie kwiaty i wychylił się lekko.
Rzeczywiście. Niecałe dziesięć metrów od niego stał inny człowiek. Ubrany w skórzaną kurtkę, wyświechtane dżinsy i stare buty. Na głowie miał kowbojski kapelusz, a twarz zasłaniała czarna bandana. Oglądał winyle, które pewnie zabrał ze sklepu muzycznego.

- To mają być k**a klasyki!? P****lenie! - Warknął i roztrzaskał jeden z nich na pełną szkła posadzkę. Odsłonił twarz i zapalił grube cygaro. Dopiero teraz Albert zauważył kij baseballowy, który ów mężczyzna miał przewieszony przez plecy. Jak kołczan. Do tego jedno ramię kurtki przewiązane było cienkim łańcuchem, nadając nieznajomemu groźny wizerunek.

-Szefie! Tu jest parę dobrych! - Zawołał inny, chudy a do tego rudy podlotek. On i jego trzech kolegów podeszli do "kowboja". Było ich razem pięciu. Kowboj, rudy i trójka bezbarwnych chłopaków. Niemała banda.

Albert nie chcąc konfrontacji z grupką zaczął się powoli wycofywać, na kuckach. Kiedy był już przy wyjściu ze sklepu, obejrzał się i niechcący przewrócił dział z gazetami. To sprawiło, że "Kowboj" dostrzegł Alberta. Serce zabiło mu mocniej. Właściwie biło mocniej, niż w momencie gdy ujrzał swoje rodzinne miasteczko po katastrofie. Doskonale wiedział, co go teraz czeka.

- Brać go! - Zawołał "Kowboj"

Gepard mógłby pozazdrościć szybkości, z jaką Albert wybiegł do hallu pasażu.
Miał mętlik w głowie. "Uciekać, ale bez jedzenia? Noc nastaje, a ja nic nie zrobiłem. K**a, dlaczego tak trudno na coś wpaść!"

Usłyszał krzyki za swoimi plecami. Nie myśląc dłużej pobiegł do innego sklepu.
Tam schował się pod kasą, a napastnicy zaczęli przemierzać regały z produktami. Niedługo potem dołączył do nich "Kowboj"

- Dajcie sobie spokój. Mamy ważniejsze rzeczy na głowie. On już pewnie dawno stąd uciekł, a wy się wydurniacie. Spakujcie jeszcze kilka kartonów żarcia i spadamy do Den, nim zamkną bramy.

"Den". Tamtego dnia zapadło w pamięci Alberta.
Noc zastała go, gdy już ustawił produkty na półce w piwnicy. Po zrobieniu "zakupów" odwiedził też aptekę i wybrał z niej to, co akurat było. Maści, żele, plastry, bandaże, woda utleniona. Czuł, że w najbliższym czasie nie doświadczy "dostawy nowych dóbr" do "Garden Pride". Pierwsza kolacja, która nie polegała na zagotowaniu zawartości puszki pełnej zielonej ochydy i wymieszaniu z pasztetem zmotywowała Alberta do dalszego działania. Ale już nie dziś.

Pozycja "Zapasy" została wykreślona, a przed snem zaczął rozważał nad zapewnieniem sobie kolejnego podpunktu Dziennika.

"Bezpieczeństwem"

Masta_Artista - Czw 01 Mar, 2012 00:13

Dzień 3 "Bezpieczeństwo"

Tym razem sny były bezbarwne, pozbawione przesłań i niejasnych obrazów. Dzień również rozpoczął się jak gdyby nigdy nic. Gdyby nie wizja nadchodzącego opadu radioaktywnego i fali promieniowania, która lada dzień może wedrzeć się do miasteczka i zabić Alberta na miejscu, powiedziałby pewnie, że jest to "Dzień jak co dzień".

Wziął do ręki Dziennik Ocalenia i utkwił wzrok w nagłówku "Bezpieczeństwo".
Miasteczko nie miało czegoś takiego jak sklep z bronią, a takiej potrzebował Albert. Za bardzo obawiał się walki wręcz. Nieraz grał w gry wideo, na których fikcyjni bohaterowie walczyli bronią białą i obrywali w kończyny. Komputerowo wyglądało to mało spektakularnie. Zazwyczaj broń ślizgała się po skórze postaci, a długi, czerwony pasek życia nieco się ukrócał. Bał się, że może się wykrwawić. Nienawidził bólu, dlatego wolał walkę na dystans. Wiedział, że taka walka jest bardziej zabójcza i ciężej się wyleczyć z postrzału, niż rany ciętej, ale mimo to wolał strzelanie.

Biuro Szeryfa! - pomyślał.

Albert zawsze wstawał wcześnie rano. Chciał bowiem załatwić możliwie jak najwięcej spraw, zanim znowu nastanie wysysająca ciepło noc.

Dom szeryfa stanowiły już tylko fundamenty z drewna i kilka ścian. W jego "wnętrzu" znalazł dość cenne, jak nie bezcenne przedmioty. Były to między innymi : solidny nóż, kamizelka, karton cygar, sprawne whalkie-tolkie i działający Licznik Geigera. Był usatysfakcjonowany. Z pokoju na piętrze (który trzymał się już wyłącznie na kilku belkach) zdążył zabrać rewolwer i dwie paczki kul. Miał wszystko, a nawet więcej niż potrzebował. Wychodząc zauważył w oddali ciemnozieloną ciężarówkę. Zamarł.
Wojskowi. W miasteczku ciężarówka wojskowa była tylko raz i to przez przypadek. Tym razem nie czuć przypadkowości.

Odstawił rzeczy do schronu, po czym zaczął się zbliżać do ciężarówki. Na pewno wojskowa. Obicie w stylu moro było wystarczającym dowodem na autentyczność pochodzenia wozu.

Usłyszał szmery. Czyżby? Tak! Radio jeszcze działało. Niestety, spośród szmerów dało się usłyszeć tylko :

- Baz. . .gid. . .znaleźliśmy. . .d. . .kont. . .orz....p....ob...dot.....o....a...k...s...was?

Przekaz był niejasny, jednak Albert postanowił wziąć radio i umieścić w schronie.
Kiedy do niego dotarł, coś mu się nie spodobało.
Wgniecenia na wejściu. "K**a mać. . ." - pomyślał. Na pewno są jakieś racjonalne wytłumaczenia! - pomimo pewności, z jaką przyszło mu to stwierdzić, zaczął się gorączkowo rozglądać. Upuścił radio i wyciągnął rewolwer. Zamarł w bezruchu i zaczął nasłuchiwać. Nie mogąc znieść tego wrażenia "bycia obserwowanym" oddał kilka głośnych strzałów w niebo.

Odpowiedzią była cisza. Uspokoiło to trochę Alberta.
Przed zapadnięciem nocy zdążył rozkopać teren wokół wejścia do schronu, a w rów wsypał złom, przedmioty pełne ostrych krawędzi, kamienie, a także masę innych, nieprzydatnych rzeczy, na które spadając można się boleśnie skaleczyć. Całość przykrył kocami i zasypał ziemią. Tylko jedno miejsce było podparte kładką, żeby Albert mógł spokojnie wchodzić i wychodzić ze schronu.

Nastała noc, która zamiast snu, przyniosła Albertowi tylko niepokój. Ktoś, lub coś wie, że tu jest i prędzej czy później będzie musiał się z tym zmierzyć.

Zasnął. Na ziemię upuścił Dziennik, w którym widniał nowy nagłówek

"Transport"


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group