noruj


Preferowany:

Ranga RM:

Pomóg³: 2 razy Do³±czy³: 19 Cze 2010 Posty: 121
|
Wys³any: Sob 21 Sie, 2010 19:05
|
|
|
Purgat 1
|
- Przykro mi… To niewyleczalne. Elizabeth potrzebujÄ™ wielkiej uwagi. MogÄ… paÅ„stwo jej to zapewnić?
Młode małżeństwo spojrzało po sobie ze smutkiem. Pani Mason miała łzy w oczach, jej mąż przytulił ją do siebie i kiwnął lekko głową. Doktor nie uśmiechnął się. To była tragedia, wielka tragedia.
***
Judy siedziała na ławce w ogrodzie. Trzymała suchą gałązkę i kreśliła coś na ziemi.
- Niech nam żyjÄ™ sto lat… - wymamrotaÅ‚a i smÄ™tnie spojrzaÅ‚a w stronÄ™ swojego domu.
***
Peter Kubrick otworzył oczy i ujrzał sufit swojego szarego pokoju. Był zły, że nie mógł pozostać w świecie snów jeszcze jednej chwili. Kilku sekund, aby mógł rozkoszować się beztroskim bytem i brakiem zmartwień. Nastała rzeczywistość, brudna i niesprawiedliwa.
- Boże, gÅ‚owa mi zaraz pÄ™knie – stÄ™knÄ…Å‚ Peter sam do siebie.
Zwlókł się z łóżka i podszedł do maleńkiej szafki. Otworzył jedną z szuflad i wyjął nie dużą butelkę z tabletkami przeciwbólowymi. Wziął dwie z nich i rozgryzł w ustach. To niecodzienny sposób dawkowania leków, ale jemu pomagał. Czuł gorzki, przepełniający dreszczami smak. Po chwili ból zelżał, a Peter opadł na krzesło. Jego pokój składał się z rozklekotanego łóżka, wspomnianej szafki, biurka z telefonem i krzesła. Mężczyzna powstał, przetarł się po twarzy i wyszedł z pokoju na mały przedsionek. Tutaj było wejście do kuchni, łazienki i drzwi wejściowe. Ściany były szare, nie wisiało na nich zupełnie nic. Kuchnia z resztą też nie należała do najpiękniejszych. Dla Petera liczyła się praktyka, w lodówce trzymał żarcie, często browar, a na kuchence odgrzewał posiłki. Kubrick wszedł do kibla i stanął przed zapaćkanym lustrem. Jego długie, czarne włosy były poskręcane i brudne. Jeszcze raz przetarł się po twarzy i spojrzał w swoje poczerwieniałe oczy. Był zmęczony, brzydził się tym mieszkaniem, ale równocześnie kochał je. Mógł mieszkać gdziekolwiek, byle nie ze swoją matką. Na samo jej wspomnienie powracał ból głowy.
- %#?* pozorantka – powiedziaÅ‚ i wróciÅ‚ do pokoju.
Jego praca nie wymagaÅ‚a wstawania wczeÅ›nie rano, ale mimo to, wyrabiaÅ‚ w sobie tÄ… %#?*… dyscyplinÄ™. PisaÅ‚ artykuÅ‚y, czasem opowiadania do lokalnej gazety w Parkersburg. UsiadÅ‚ na krzeÅ›le przed biurkiem i zaczÄ…Å‚ wpatrywać siÄ™ w maszynÄ™ do pisania. MusiaÅ‚ wyrzucić matkÄ™ z gÅ‚owy, inaczej za cholerÄ™ nie daÅ‚by rady napisać czegoÅ› porzÄ…dnego. Nie wiedzÄ…c, czemu miaÅ‚ w sercu poczucie winy, chociaż za każdym razem tÅ‚umaczyÅ‚ sobie, że postÄ…piÅ‚ dobrze. Bardziej żal mu byÅ‚o ojca, pozostawiÅ‚ go z niÄ…. OszukiwaÅ‚a samÄ… siebie, Peter niekiedy myÅ›laÅ‚, że tak dÅ‚ugo wmawiaÅ‚o sobie, że jest Å›miertelnie chora, że w koÅ„cu zaczęła w to wierzyć. Ojciec dopiero po kilku latach zorientowaÅ‚ siÄ™, że rzekomo chora żona naprawdÄ™ pragnie, aby przez caÅ‚y czas ktoÅ› siÄ™ niÄ… opiekowaÅ‚. Nie postawiÅ‚ siÄ™, zaczÄ…Å‚ pić, Peter chciaÅ‚ siÄ™ wyprowadzić, ale matka siÄ™ sprzeciwiÅ‚a. W przeciwieÅ„stwie do ojca syn przeciwstawiÅ‚ siÄ™.
- W życiu siÄ™ nie skupiÄ™… - stÄ™knÄ…Å‚ i w tym momencie rozlegÅ‚ siÄ™ dźwiÄ™k telefonu.
Peter złapał za słuchawkę i powiedział:
- Peter Kubrick, słucham.
W sÅ‚uchawce rozlegÅ‚ siÄ™ znany mu gÅ‚os Freddiego, redaktora naczelnego miesiÄ™cznika „Sunshine”.
- Peter, co siÄ™ z tobÄ… wczoraj dziaÅ‚o? DzwoniÅ‚em caÅ‚y dzieÅ„! – odrzekÅ‚ swoim chrapowatym gÅ‚osem na powitanie.
- Co? – ChÅ‚opak zaczÄ…Å‚ zastanawiać siÄ™, co faktycznie wtedy robiÅ‚.
- MiaÅ‚eÅ› napisać artykuÅ‚, wiÄ™c do roboty! – powiedziaÅ‚ i trzasnÄ…Å‚ sÅ‚uchawkÄ….
Peter westchnął i odłożył telefon. Wyjął jeszcze jedną tabletkę i rozgryzł ją powoli w ustach. Musiał tak się upić, że nawet nie pamięta, co robił. To się czasem zdarzało, zwłaszcza, jak matce coś odwaliło.
- Znów ona! – warknÄ…Å‚ zdenerwowany.
Kubrick spojrzał do szuflady i wyjął kilka starych prac. Nieudane opowiadania, stare artykuły.
Niektóre z nich nie nadawały się nawet do kosza, na innych nie było nic związanego z pisarstwem, albo widniało na nich jedno słowo. Peter wziął taką kartkę do ręki i przeczytał:
-Rellek… Boże, co za bzdury – powiedziaÅ‚, zgniótÅ‚ kartkÄ™ w kulkÄ™ i wrzuciÅ‚ do szuflady.
Po dogłębnych poszukiwaniach nareszcie znalazł coś, co byłoby dobrym motywem do napisania czegokolwiek. Przysunął do siebie maszynę do pisania i zaczął tworzyć. |
|