Og³oszenie 

Uwaga! To forum jest w trybie offline.
WszelkÄ… pomoc uzyskasz pod adresem
forum.ultimateam.pl


Administracja Forum


Poprzedni temat «» Nastêpny temat
Zamkniêty przez: Nhadala
Czw 19 Lip, 2012 11:17
Opowiadanie by Aduine '__'

Jak oceniasz to opowiadanie?
Super!
45%
 45%  [ 5 ]
Całkiem niezłe.
27%
 27%  [ 3 ]
Podoba mi się, ale są zauważalne błędy.
9%
 9%  [ 1 ]
Da się czytać ale wymaga poprawek.
18%
 18%  [ 2 ]
Dużo rzucających się w oczy błędów, nieprzyjemnie się czyta.
0%
 0%  [ 0 ]
Słabe!
0%
 0%  [ 0 ]
Dno, tak słabego opowiadania dawno nie czytałem!
0%
 0%  [ 0 ]
To opowiadanie można spisać na papierze toaletowym - do dupy!
0%
 0%  [ 0 ]
G³osowañ: 11
Wszystkich G³osów: 11

Autor Wiadomo¶æ
Aduine 




Preferowany:
RPG Maker VX

Do³±czy³: 04 Wrz 2010
Posty: 8
Sk±d: Warszawa
Wys³any: Nie 30 Sty, 2011 19:39
Opowiadanie by Aduine '__'
Zniechęcająco długie ale przeczytajcie bo warto 8-)

Opowiadanie dedykuję mojej dziewczynie :cmok: , dzięki której powstało, oraz wszystkim forumowiczom, dzięki którym zapoznałem się z RPG Makerem i stworzyłem swoją pierwszą grę (do znalezienia na http://www.chomikuj.pl/livbring ).

Nie pozostaje mi teraz nic innego, jak tylko życzyć miłej lektury ^^


Cytat:
Miasto tÄ™tniÅ‚o życiem. UlicÄ… przelewaÅ‚ siÄ™ tÅ‚um ludzi, w którego skÅ‚ad wchodzili kupcy, szlachcice, mieszczanie oraz dość znaczÄ…ca ilość zÅ‚odziejaszków i kanciarzy. Od czasu do czasu w sÅ‚oÅ„cu zabÅ‚yszczaÅ‚a glewia strażnika miejskiego, zdarzaÅ‚o siÄ™ też zobaczyć konie ciÄ…gnÄ…ce po bruku wyÅ‚adowany towarami wóz, który najprawdopodobniej przed dotarciem do celu nie byÅ‚ już taki wyÅ‚adowany. Kupcy z kramów przylegÅ‚ych do murów zachwalali swoje towary, przed stoiskami z ubraniami zebraÅ‚a siÄ™ dość spora grupka kobiet, które z entuzjazmem przerzucaÅ‚y kolejne suknie i tuniki, przekrzykujÄ…c siÄ™ nawzajem. Przed jednym z domów, na ogrodzonym kamiennym murkiem trawniku, bawiÅ‚y siÄ™ dzieci, rzucajÄ…c do siebie drewnianÄ… kulkÄ™. W innym budynku, peÅ‚niÄ…cym funkcjÄ™ gospody, panowaÅ‚ natomiast niesamowity zgieÅ‚k. Mimo ochrony, skÅ‚adajÄ…cej siÄ™ z dwóch barczystych mężczyzn stojÄ…cych przed wejÅ›ciem, którzy konsekwentnie selekcjonowali wchodzÄ…cych goÅ›ci, wewnÄ…trz znajdowaÅ‚o siÄ™ tyle ludzi, że znalezienie dla siebie wolnego miejsca przy jednym ze drewnianych stołów graniczyÅ‚o z cudem. WÅ›ród osób, którym udaÅ‚o siÄ™ dostać do siedzenia przy ladzie, znajdowaÅ‚ siÄ™ mężczyzna. ByÅ‚ ubrany w skórzany półpancerz, ciemne wÅ‚osy siÄ™gajÄ…ce nieco poniżej ramion zwiÄ…zaÅ‚ w kucyk. RozglÄ…daÅ‚ siÄ™ po sali podejrzliwym wzrokiem, popijajÄ…c z poszczerbionego kufla coÅ›, co zdaniem siwego karczmarza miaÅ‚o być piwem. MÄ™czyÅ‚ go ten caÅ‚y haÅ‚as i smród spoconych ciaÅ‚, z ustami zaciÅ›niÄ™tymi w wÄ…skÄ… szparÄ™ przyglÄ…daÅ‚ siÄ™ grupie szlachciców, Å›piewajÄ…cych pijackie pieÅ›ni i wymachujÄ…cych kuflami (które to wymachiwanie sprawiaÅ‚o, że wszyscy mieli poplamione kaftany), zastanawiajÄ…c siÄ™, jak dÅ‚ugo przyjdzie mu przebywać w tym mieÅ›cie. ZakrzyknÄ…Å‚ do karczmarza, a gdy ten przybiegÅ‚, nakazaÅ‚ mu podać drugie piwo, ciskajÄ…c mu przy okazji srebrnego półgroszaka. Karczmarz chwyciÅ‚ monetÄ™, odsÅ‚aniajÄ…c czarne zÄ™by w radosnym uÅ›miechu, i ruszyÅ‚ dziarskim krokiem w stronÄ™ beczki, trzymajÄ…c w rÄ™ce kufel. Po chwili wróciÅ‚, postawiÅ‚ przed mężczyznÄ… piwo, po czym mrugnÄ…Å‚ przyjaźnie i odszedÅ‚ w stronÄ™ klienta, który wykrzykiwaÅ‚ obelgi na sprawnÄ… obsÅ‚ugÄ™. Przybysz wypiÅ‚ szybko zbawienny w panujÄ…cych o tej porze roku upaÅ‚ach napój i wyszedÅ‚ z gospody. SpojrzaÅ‚ na ludzi na ulicy, po czym Å›miaÅ‚o wszedÅ‚ miÄ™dzy nich, ze stoickim spokojem znoszÄ…c kuksaÅ„ce i szturchniÄ™cia. Przy wyjÅ›ciu z dzielnicy kupieckiej tÅ‚um znacznie siÄ™ rozrzedziÅ‚. Mężczyzna zbliżyÅ‚ siÄ™ do bramy prowadzÄ…cej do zewnÄ™trznego pierÅ›cienia zamkowego, pilnowanej przez jednego strażnika, który przewracaÅ‚ w palcach zÅ‚otÄ… monetÄ™, uważnie siÄ™ jej przyglÄ…dajÄ…c. IgnorujÄ…c go przeszedÅ‚ przez bramÄ™, ku wÅ‚asnemu zdziwieniu nie zostajÄ…c zauważonym przez „czujnego” stróża prawa. SzedÅ‚ spokojnie ulicÄ…, zerkajÄ…c od czasu do czasu na niesiony w rÄ™ce zegarek – innowacyjny wynalazek, który zastÄ™powaÅ‚ dotychczasowo stosowane klepsydry – znaleziony w kieszeni marynarki jednego ze szlachciców, który uznaÅ‚, że można mu siÄ™ odgrażać krótkim sztyletem. MiaÅ‚ jeszcze okoÅ‚o dwóch godzin do zmierzchu, a do tego czasu miaÅ‚ zaÅ‚atwić pewnÄ… niecierpiÄ…cÄ… zwÅ‚oki sprawÄ™. SkrÄ™ciÅ‚ w wÄ…skÄ… alejkÄ™ i przeszedÅ‚ kilkadziesiÄ…t metrów, kiedy zobaczyÅ‚ osobÄ™, której szukaÅ‚. Szlachcic, powszechnie nazywany „KsiÄ™ciem”, szedÅ‚ z dumnie podniesionÄ… gÅ‚owÄ…, ciÄ…gnÄ…c za sobÄ… dÅ‚ugÄ…, rubinowÄ… pelerynÄ™, majÄ…c na twarzy peÅ‚en pogardy do wszystkiego uÅ›mieszek. PrzeszedÅ‚ obok nie zwracajÄ…c na niego uwagi, a gdy siÄ™ minÄ™li, przybysz wyciÄ…gnÄ…Å‚ schowany w rÄ™kawie nóż myÅ›liwski i wbiÅ‚ mu w szyjÄ™. NastÄ™pnie rozejrzaÅ‚ siÄ™, a gdy uznaÅ‚, że pozostaÅ‚ niezauważony, pociÄ…gnÄ…Å‚ drgajÄ…cego KsiÄ™cia w pierwszy z brzegu zauÅ‚ek i spojrzaÅ‚ na niego z politowaniem. Wyraz pogardy na twarzy szlachcica zmieniÅ‚ siÄ™ w minÄ™ ukazujÄ…cÄ… zaskoczenie i przerażone niezrozumienie. RozpiÄ…Å‚ mu bÅ‚yszczÄ…cy zÅ‚otym brokatem kaftan i wyciÄ…gnÄ…Å‚ z wewnÄ™trznej kieszeni zwiniÄ™ty pergamin, którego, zbiegiem okolicznoÅ›ci, akurat potrzebowaÅ‚. RozwinÄ…Å‚ go, zerknÄ…Å‚ na nadawcÄ™, a gdy upewniÅ‚ siÄ™, że jest to ten dokument, zwinÄ…Å‚ z powrotem i w wsadziÅ‚ do zawieszonej przy pasie skórzanej torby. NastÄ™pnie spojrzaÅ‚ jeszcze raz na bladÄ… twarz wykrwawiajÄ…cego siÄ™ mężczyzny i wyszedÅ‚ z zauÅ‚ka, wycierajÄ…c zaczerwienione rÄ™ce o półpancerz. MógÅ‚ mu zabrać niewÄ…tpliwie przyciężkawÄ… sakiewkÄ™, ale nie byÅ‚ przecież hienÄ… cmentarnÄ…, a pozostawiony przez niego czÅ‚owiek leżący w plamie koloru podobnego do koloru swojej peleryny byÅ‚ niczym innym, jak tylko trupem…
***
OtworzyÅ‚ drzwi i wszedÅ‚, otrzepujÄ…c buty z bÅ‚ota. OdwiesiÅ‚ pÅ‚aszcz na drewniany haczyk wystajÄ…cy ze Å›ciany i ruszyÅ‚ do nastÄ™pnego pomieszczenia. ZnajdowaÅ‚o siÄ™ w nim kilkanaÅ›cie osób, w wiÄ™kszoÅ›ci odzianych w luźne koszule. WyglÄ…dali niegroźnie, ale mógÅ‚by siÄ™ zaÅ‚ożyć, że każdy z nich miaÅ‚ przynajmniej jeden ukryty nóż. Jeden z mężczyzn, siedzÄ…cy przy stole, z niesamowitÄ… prÄ™dkoÅ›ciÄ… wbijaÅ‚ ostrze sztyletu w przerwy miÄ™dzy palcami. Na każdym z nich miaÅ‚ wiele blizn, co pozwalaÅ‚o zakÅ‚adać, że dojÅ›cie do perfekcji wymagaÅ‚o od niego wielu treningów. SpoÅ›ród zgromadzonych w sali jeden siÄ™ wyróżniaÅ‚. RzucaÅ‚o siÄ™ w oczy, że jest bogatszy od pozostaÅ‚ych – na wierzch koszuli narzuciÅ‚ skórzanÄ… kamizelkÄ™, do paska miaÅ‚ przytroczony krótki miecz, na jego szyi zwisaÅ‚ zÅ‚oty naszyjnik, na palcach bÅ‚yskaÅ‚ mu pierÅ›cieÅ„ ze szmaragdem. Przybysz skinÄ…Å‚ mu gÅ‚owÄ…, a tamten podniósÅ‚ siÄ™ z Å‚awki i otworzyÅ‚ drzwi do pokoju obok. Przeszli, i, zamknÄ…wszy drzwi, rozsiedli siÄ™ na krzesÅ‚ach po obu stronach stoÅ‚u.
– Nie ukrywam, że nie spodziewaÅ‚em siÄ™, iż wyrobisz siÄ™ jeszcze dzisiaj – rzekÅ‚ mężczyzna, siÄ™gajÄ…c do półki przy stole i wyciÄ…gajÄ…c przykurzonÄ… nieco butelkÄ™ oraz dwa kubki. – Napijesz siÄ™? – spytaÅ‚, napeÅ‚niajÄ…c swój kubek. Przybysz pokrÄ™ciÅ‚ przeczÄ…co gÅ‚owÄ…. – A teraz powiedz, czego udaÅ‚o ci siÄ™ dowiedzieć. – dodaÅ‚ gospodarz, po czym z gÅ‚oÅ›nym gulgotem opróżniÅ‚ kubek.
Nieznajomy uśmiechnął się, po czym podał wyjęty z torby zwitek papieru. Mężczyzna wziął kartkę w rękę i rozwinął ją:
– ImponujÄ…ce. – rzekÅ‚ z nutkÄ… podziwu. – ZakÅ‚adam, że miaÅ‚ to Książę? – Przybysz po skinÄ…Å‚ gÅ‚owÄ…:
– Czysta robota. – powiedziaÅ‚ z uÅ›miechem, który przyprawiaÅ‚ o dreszcze. – Nawet nie zdążyÅ‚ krzyknąć.
– Ciekawe… CzytaÅ‚eÅ› to? – spytaÅ‚, kiwajÄ…c z uznaniem gÅ‚owÄ….
Przybysz rozłożył ręce w geście bezradności:
– ZerknÄ…Å‚em tylko, żeby upewnić siÄ™, że to o to chodziÅ‚o.
– Cóż, Å›wietnie siÄ™ spisaÅ‚eÅ› i należy ci siÄ™ nagroda…
Rozejrzał się po pomieszczeniu i wzruszył ramionami, po czym zerknął na swoją dłoń i z grymasem na twarzy zsunął pierścień z palca, a następnie położył na stole.
– Trzymaj. Należy ci siÄ™. – rzekÅ‚, przybierajÄ…c minÄ™ niewyrażajÄ…cÄ… żadnych emocji. – A teraz pozwolisz…
Nieznajomy wstaÅ‚, skinÄ…Å‚ gÅ‚owÄ…, i uÅ›miechajÄ…c siÄ™ szczerze, wyszedÅ‚ z budynku, zdejmujÄ…c po drodze pÅ‚aszcz z wieszaka i ignorujÄ…c podejrzliwe spojrzenia mężczyzn z sali. UÅ›miechajÄ…c siÄ™ obracaÅ‚ pierÅ›cieÅ„ wokół palca. Teraz pora chyba trochÄ™ odpocząć. – pomyÅ›laÅ‚, i ruszyÅ‚ szybkim krokiem w stronÄ™ gospody…
***
W karczmie zapanował chaos, gdy wszyscy w pośpiechu opuszczali pomieszczenie. Drzwi otworzyły się i do sali wszedł komendant Straży Cesarskiej wraz z kilkunastoosobową obstawą. W pełnej i głośnej gospodzie nagle zrobiło się cicho i pusto, gdyż większość obecnych czym prędzej wybiegła bocznymi drzwiami. Karczmarz stał za ladą z wytrzeszczonymi oczami, w jednej ręce nerwowo ściskając brudną ścierkę, drugą trzymając drżącą na blacie.
– ZakÅ‚adam, panowie, że macie mocne powody, by mnie niepokoić… - powiedziaÅ‚ cicho, liczÄ…c poÅ›piesznie przybyÅ‚ych strażników. DoliczyÅ‚ siÄ™ dwudziestu dwóch osób, jednak wiedziaÅ‚, że jeszcze kilku stoi na zewnÄ…trz.
– Mamy informacje, że w jednym z pokojów przebywa pewna osoba, której szukamy. - powiedziaÅ‚ komendant, przyglÄ…dajÄ…c siÄ™ osobie po drugiej stronie sali. ZrobiÅ‚ kilka kroków i stanÄ…Å‚ przy ladzie. – I oÅ›mielÄ™ siÄ™ sÄ…dzić, że dobrze wiesz, o kogo chodzi oraz że bardzo szybko wskażesz nam ten pokój. Nie mylÄ™ siÄ™, prawda?
Karczmarz powiesiÅ‚ Å›cierkÄ™ na gwoździu, powiedziaÅ‚ cicho „proszÄ™ za mnÄ…” i ruszyÅ‚ wolnym krokiem w stronÄ™ schodów. Na górze przeszli przez korytarz i zatrzymali siÄ™ przy jednych z ostatnich drzwi.
– To tutaj – powiedziaÅ‚ cicho i szybko pobiegÅ‚ z powrotem do głównej sali. Nienaoliwione zawiasy gÅ‚oÅ›no zaskrzypiaÅ‚y, gdy komendant otworzyÅ‚ drzwi. WszedÅ‚ do Å›rodka i rozejrzaÅ‚ siÄ™. Drzwi do szafy byÅ‚y otwarte, przy łóżku leżaÅ‚o kilka rozrzuconych ubraÅ„. Firanki falowaÅ‚y delikatnie, a przez okno nieÅ›miaÅ‚o wsadzaÅ‚ gÅ‚owÄ™ gołąb. Mężczyzna szybko podszedÅ‚ do okna i wychyliÅ‚ siÄ™. Krzaki kilka metrów niżej byÅ‚y wyraźnie poÅ‚amane.
– STRAÅ»! – rozlegÅ‚ siÄ™ po korytarzu jego krzyk. W poÅ›piechu do pomieszczenia przybiegÅ‚o kilku żoÅ‚nierzy. – Nie mógÅ‚ daleko uciec. ZwoÅ‚ajcie ludzi i szukajcie!
ZerknÄ…Å‚ jeszcze raz i westchnÄ…Å‚. WiedziaÅ‚, co go czeka, jeÅ›li w ciÄ…gu kilkunastu godzin nie znajdÄ… uciekiniera…
***
Jann biegÅ‚ szybko krÄ™tymi uliczkami. Nie zastanawiaÅ‚ siÄ™ nad tym, gdzie biegnie, zależaÅ‚o mu na jak najszybszym oddaleniu siÄ™ od gospody. WbiegÅ‚ w wÄ…skÄ… uliczkÄ™ i schowaÅ‚ siÄ™ pod wozem z poÅ‚amanym koÅ‚em. OddychaÅ‚ ciężko i wpatrywaÅ‚ siÄ™ w miejsce, z którego przybiegÅ‚. PrzekrÄ™ciÅ‚ na palcu pierÅ›cieÅ„, co przez ostatnie kilka dni staÅ‚o siÄ™ jego pewnego rodzaju nawykiem. UlicÄ… przebiegÅ‚o kilku strażników z pochodniami. Po chwili nastÄ™pna grupka przebiegÅ‚a w przeciwnym kierunku. Gdy ucichÅ‚o, wyczoÅ‚gaÅ‚ siÄ™ spod wozu i otrzepaÅ‚ kurtkÄ™. Dopiero teraz zaczÄ…Å‚ siÄ™ zastanawiać, gdzie wÅ‚aÅ›ciwie siÄ™ znajduje. Po głębszym zastanowieniu doszedÅ‚ do wniosku, że doszedÅ‚ do tego fragmentu dzielnicy kupieckiej, gdzie znajdujÄ… siÄ™ domy uciech, a najwiÄ™kszy udziaÅ‚ handlowy majÄ… przemytnicy. W wiÄ™kszoÅ›ci mieszkali tutaj przestÄ™pcy, którzy z jakiÅ› powodów nie zostali przechwyceni przez straż. Wiele domów staÅ‚o pustych, a ich wÅ‚aÅ›ciciele siwieli w zamkowych piwnicach. I wÅ‚aÅ›nie takie domy, w tym momencie, byÅ‚y dla Jann’a najlepszym schronieniem. WyszedÅ‚ na ulicÄ™ i rozejrzaÅ‚ siÄ™. ByÅ‚a noc i we wszystkich domach byÅ‚y zgaszone Å›wiatÅ‚a. OkreÅ›lenie, w którym domu ktoÅ› jest, a w którym nie ma nikogo byÅ‚oby dość trudne. PrzeszedÅ‚ siÄ™ wolnym krokiem, wypatrujÄ…c i nasÅ‚uchujÄ…c, czy nikt nie nadchodzi. Nie byÅ‚o tu już jednak straży, jedynie z oddali dobiegaÅ‚y krzyki. KÄ…tem oka zobaczyÅ‚ dom wyróżniajÄ…cy siÄ™ spoÅ›ród innych. Okna byÅ‚y zabite deskami, na drzwiach zalegaÅ‚y pajÄ™czyny. Tak, w tym domu z pewnoÅ›ciÄ… od dÅ‚ugiego czasu nikogo nie byÅ‚o. SpojrzaÅ‚ w górÄ™ – budynek miaÅ‚ dwa piÄ™tra, z czego ostatnie wyglÄ…daÅ‚o na bliskie zawalenia. Przez chwilÄ™ wpatrywaÅ‚ siÄ™ w budynek, jednak pod wpÅ‚ywem jego wyglÄ…du i nieobecnoÅ›ci strażników postanowiÅ‚ rozejrzeć siÄ™ za najbliższÄ… karczmÄ…, gdzie liczyÅ‚ na to, że bÄ™dzie mógÅ‚ napić siÄ™ czegoÅ› orzeźwiajÄ…cego i zapomnieć o problemach.
***
Obudziły go promienie słońca wpadające przez malutkie, zakratowane okienko. Podniósł się ze słomianego posłania i przetarł oczy. Próbował sobie przypomnieć, skąd się tu wziął, ale pamiętał jedynie smak piwa oraz półnagie kobiety tańczące na drewnianych stołach wśród rozradowanej gawiedzi. W każdym razie teraz z przerażeniem zdał sobie sprawę, iż w wyniku jakiegoś nieszczęśliwego zbiegu okoliczności znalazł się w celi. Podstawił sobie pod okno drewniany, rozklekotany stołek i wyjrzał na zewnątrz. Był wczesny ranek i miasto dopiero budziło się do życia. Po ulicy turkotały pierwsze wozy, skądś dobiegały głosy wesołych kobiet, jednak były one poza zasięgiem jego wzroku. Westchnął i przekręcił pierścień. A raczej chciał przekręcić, gdyż okazało się, że znikł on z jego palca. Razem z pierścieniem znikło skórzane ubranie. Obecnie był w poplamionej, białej koszuli oraz krótkich, połatanych zielonych spodniach. Koszula nie miała rękawów, zostały po nich jedynie dwa porwane otwory. Podszedł do metalowych krat. Wejścia pilnowało dwóch strażników w pełnym uzbrojeniu. Jeden z nich opierał się o trzymaną halabardę i oddychał głęboko. Wszystko wskazywało na to, że służba oraz skonsumowany w czasie jej trwania alkohol przerosły żołnierza, w związku z czym zdecydował się pójść spać. Drugi z strażników, usłyszawszy kroki, odwrócił się szybko, i ujrzawszy mizernie wyglądającego więźnia uśmiechnął się szeroko.
– Witamy w naszych apartamentach. WyspaÅ‚ siÄ™ pan? Przynieść Å›niadanie, czy może osobiÅ›cie zejdzie wasza wielmożność do jadalni? – rzekÅ‚, parskajÄ…c Å›miechem i patrzÄ…c wyczekujÄ…co na osobÄ™ drugiej stronie furty.
– DziÄ™kujÄ™, nie jestem gÅ‚odny – odpowiedziaÅ‚ Jann i odszedÅ‚ z powrotem w głąb celi.
Widocznie strażnicy zdecydowali jeszcze raz rozejrzeć się po gospodach i nieszczęśliwie spotkali go w jednej nich. Westchnął znów, usiadł na stołku, oparł łokcie na kolanach i złapał się za głowę. Co by nie mówić, znalazł się w sytuacji bez wyjścia. Sytuacji, w której zręczność, siła ani skromne umiejętności walki nie mogły mu się przydać. Wstał i zaczął chodzić w kółko. Szybko jednak zrezygnował z tej czynności, gdyż nie miał butów, a podłoga celi pokryta była licznymi kamyczkami. Położył się na posłaniu i spojrzał w sufit. W książkach, które czytał będąc dzieckiem, cele zawsze miały tajemnicze, ukryte przejście. W tym przypadku na sekretny tunel nie było co liczyć. Cela zbudowana była z ciasno ułożonych kamiennych bloków, stworzenie podkopu na wydeptanym, twardym jak skała podłożu z całą pewnością było niemożliwe. Okienko natomiast było zbyt małe, by mógł się przez nie przecisnąć człowiek. Poza tym i tak znajdowały się w nim grube na trzy lub cztery centymetry metalowe pręty. Jedyne wyjście stanowiła stalowa furta, pilnowana przez strażników. Dalej były schody, na górze których z pewnością również czekali strażnicy. Wzruszył bezradnie ramionami i przekręcił się na bok. W pomieszczeniu oprócz zawieszonego przy ścianie na drewnianej podpórce słomianego siennika oraz rozklekotanego stołka znajdował się także solidny drewniany stół, a także optymistycznie nastawiająca czaszka bez kilku przednich zębów. Wstał i podniósł ją z ziemi.
– Mam nadziejÄ™, że nie poleżę tu tak dÅ‚ugo jak ty – powiedziaÅ‚ z przekonaniem, patrzÄ…c w puste oczodoÅ‚y. – Ciekawy jestem, gdzie jest twoja reszta…
Bez entuzjazmu rozejrzał się po celi, gdzie, zgodnie z tym czego się spodziewał, nie znalazł reszty szkieletu. Położył czaszkę na stoliku i wrócił na siennik. Przez niewielkie okienko widział malutki kawałek nieba. Było niemal bezchmurne. Wzdrygnął się, gdy po jego reku przeszedł malutki pajączek. Niby malutki, ale większość ludzi się wzdryga gdy widzi w pobliżu pająka (wspomnianego pająka czekał nieszczęśliwy los, gdyż pod wpływem pstryknięcia wzniósł się w powietrze, gdzie doznał ogromnej radości, po czym uderzył w ścianę i zginął). Jann położył się na wznak i leżał, patrząc w sufit. Ciężkie kamienne płyty oparte na drewnianej, bardzo solidnej konstrukcji. Westchnął jeszcze raz i zamknął oczy. Po kilku chwilach pochrapywał już, krążąc myślami wokół bezludnych wysp i niezliczonych bogactw.
***
NastÄ™pne dni zleciaÅ‚y szybko. A wÅ‚aÅ›ciwie, nie oszukujmy siÄ™, wlokÅ‚y siÄ™ niemiÅ‚osiernie. Raz dziennie przychodziÅ‚ strażnik i przez szczelinÄ™ na dole kraty wsuwaÅ‚ tacÄ™ z jedzeniem. Nie najsmaczniejszym jedzeniem, ale wiÄ™zienie to wiÄ™zienie, nie ma co oczekiwać daÅ„ godnych książęcego stoÅ‚u. W każdym razie Jann miaÅ‚ okazjÄ™ przegryźć pajdÄ™ czerstwego chleba, wypić kubek lub dwa zimnej wody oraz zjeść nieco podejrzanie wyglÄ…dajÄ…cej potrawy o trudnej do opisania konsystencji. Po kilkunastu dniach, okoÅ‚o poÅ‚udnia, coÅ› zakłóciÅ‚o wiÄ™zienny spokój. Zaczęło siÄ™ od tego, że z góry schodów zaczęły dobiegać gÅ‚osy. ZdawaÅ‚o siÄ™, że ktoÅ› siÄ™ z kimÅ› kłóci. Po chwili gÅ‚osy ucichÅ‚y, a zaraz potem rozlegÅ‚ siÄ™ przytÅ‚umiony odgÅ‚os zatrzaskiwanych drzwi. Sytuacja ta zaintrygowaÅ‚a Jann’a, gdyż na górze do tej pory zawsze panowaÅ‚a cisza. Tego dnia nad miastem przesuwaÅ‚y siÄ™ wolno gÄ™ste, burzowe chmury i wszystko wskazywaÅ‚o na to, że wieczorem bÄ™dzie ulewa. Fakt ten, jak siÄ™ wkrótce miaÅ‚o okazać, byÅ‚ dla więźnia bardzo sprzyjajÄ…cy, jednak siedzÄ…c w celi patrzyÅ‚ on na chmury z ponurym, chÅ‚odnym spojrzeniem i grymasem na twarzy, reprezentujÄ…cym głębokÄ… niechęć do otaczajÄ…cego Å›wiata. Kilka godzin później daÅ‚ siÄ™ sÅ‚yszeć stukot butów na schodach i ktoÅ› wszedÅ‚ w wiÄ™zienny korytarz. Na Å›cianach taÅ„czyÅ‚o Å›wiatÅ‚o rzucane przez pochodniÄ™, którÄ… przybyÅ‚y trzymaÅ‚ w rÄ™ce. Zaciekawiony wiÄ™zieÅ„ podszedÅ‚ szybkim krokiem do furty. Nie tylko on – przy wiÄ™kszoÅ›ci metalowych krat pojawili siÄ™ pozostali więźniowie, przyglÄ…dajÄ…cy siÄ™ ubranemu w bÅ‚yszczÄ…cy kirys czÅ‚owiekowi, który w rÄ™ce trzymaÅ‚ zwiniÄ™ty pergamin.
– Dokument ze stolicy – powiedziaÅ‚ z kamiennÄ… twarzÄ… do strażnika przy celi Jann’a – WiÄ™zieÅ„ ma być przetransportowany do wiÄ™zienia cesarskiego, gdzie ma zostać poddany dokÅ‚adnemu przesÅ‚uchaniu. – WestchnÄ…Å‚ i spojrzaÅ‚ na strażnika. UÅ›miechnÄ…Å‚ siÄ™ lekko. – Zarówno wy, jak i ja wykonujemy pokornie rozkazy. MuszÄ™ dostarczyć tego czÅ‚owieka przed północÄ…. Zbierzcie siÄ™ szybko, to może jeszcze wybierzemy siÄ™ do karczmy - na mój koszt oczywiÅ›cie. - dodaÅ‚ przyjaźnie, po czym podrapaÅ‚ siÄ™ w policzek i poszedÅ‚ z powrotem w stronÄ™ schodów. Zaraz po zatrzaÅ›niÄ™ciu drzwi, na górze znów rozlegÅ‚y siÄ™ haÅ‚asy, po czym zapanowaÅ‚a cisza.
MyÅ›l o kuflu piwa w miejscowej gospodzie sprawiÅ‚a, że strażnik poderwaÅ‚ siÄ™ i gwaÅ‚townie zaczÄ…Å‚ przebierać w pÄ™ku kluczy wiszÄ…cym przy pasie. Drugi natomiast szybkim krokiem odszedÅ‚ w stronÄ™ skrzynki, z której wyjÄ…Å‚ dwie rzeczy: sporych rozmiarów worek oraz metalowe kajdany. Po chwili wróciÅ‚, a gdy pierwszemu udaÅ‚o siÄ™ otworzyć furtÄ™, pochwyciÅ‚ więźnia i szybko zacisnÄ…Å‚ obrÄ™cze na jego nadgarstkach i kostkach. ZarzuciÅ‚ wór na plecy, chwyciÅ‚ Jann’a za bark i ruszyÅ‚ w stronÄ™ schodów. Pomieszczenie na górze byÅ‚o urzÄ…dzone bardzo skromnie – w rogu staÅ‚a szafa, na wprost drzwi staÅ‚o biurko zasypane kartkami, za biurkiem natomiast znajdowaÅ‚a siÄ™ wielka biblioteczka zastawiona oprawionymi w czerwone okÅ‚adki książkami. Przy biurku siedziaÅ‚ starszy pan, o dÅ‚ugiej, siÄ™gajÄ…cej obojczyków brodzie, bystrych oczach oraz palcach poplamionych inkaustem. SpojrzaÅ‚ na strażnika oraz więźnia, i przewróciÅ‚ oczami.
- To ten? – spytaÅ‚. Strażnik skinÄ…Å‚ gÅ‚owÄ…. – Czy wy sÅ‚yszeliÅ›cie – ciÄ…gnÄ…Å‚ urzÄ™dnik – jakÄ… awanturÄ™ zrobiÅ‚ mi ten przybysz? Przecież to jest oczywiste, że muszÄ™ sprawdzić oryginalność glejtu!
Strażnik spojrzał na niego pełnym politowania wzrokiem. Dziadek strzelił palcami i stwierdził:
- Tak, tak! Ale przejdźmy do rzeczy. ProszÄ™, oto… - przewróciÅ‚ kartki na blacie i wydobyÅ‚ kilka, zapisanych szczególnie niewyraźnym pismem - … dokumenty. – zerknÄ…Å‚ w trzymany plik papierów i powiedziaÅ‚ mocniejszym gÅ‚osem: - Tak, oto one. – daÅ‚ plik kartek strażnikowi.
Ten spojrzaÅ‚ w papiery, schowaÅ‚ je za pazuchÄ™, po czym, chwyciwszy mocniej Jann’a, opuÅ›ciÅ‚ budynek wiÄ™zienny…


CiÄ…g dalszy być może nastÄ…pi…



Spoiler:

Jest to pierwsze opowiadanie, które ośmieliło się opuścić bezpieczne progi obozu na dysku twardym i ruszyć w niebezpieczną podróż po ogromie wirtualnego świata.
Zwracam się więc do was z prośbą o rady, ponieważ czuję, że pisanie opowiadań to coś co mnie interesuje i chciałbym to robić jak najlepiej. Z góry dzięki!



Cezar (Aduine)

________________________
Zapraszam do przeczytania mojego opowiadania. Znajdziecie je na http://razec95.blogspot.com

No to zaczynamy:
Spoiler:

Spoiler:

Spoiler:

Spoiler:

Spoiler:

Spoiler:

Spoiler:

Spoiler:

Spoiler:

Spoiler:

Spoiler:

Spoiler:

Spoiler:

Spoiler:

Spoiler:

Koniec :)

 
 
 
krakoman 




Preferowany:
RPG Maker VX

Do³±czy³: 15 Lut 2011
Posty: 50
Wys³any: Wto 29 Mar, 2011 12:13
Super opowiadanie!!!
________________________



Go¶æ,do roboty,a nie opisy czytać!
 
 
 
Feniks 




Preferowany:
RPG Maker XP

Ranga RM:
2 gry

Pomóg³: 62 razy
Do³±czy³: 04 Wrz 2010
Posty: 511
Wys³any: Wto 29 Mar, 2011 16:57
Hm... powiem ci że w głosowaniu wahałem się czy dać "super!" czy "całkiem nieźle", dałem całkiem nieźle, ponieważ zabrakło mi w tym opowiadaniu klimatu którego lubię m.in. akcja, dużo akcji, fantastyki(nie mówię koniecznie o magii) i nie określę tego, ale powiem ci, że czegoś tu zabrakło. Dzięki temu opowiadaniu(chodź się nie spodziewałem), nabrałem nowych pomysłów do następnej powieści. Tą co pisze muszę niedługo skończyć, przerwa nie wyszła na dobre... ale dość o mnie. Cóż, nie licząc tego, czego mi zabrakło... Na początku opowiadanie wydawało się nudne w środku miałem dylemat czy skończyć czytać czy nie, mimo wszystko przeczytałem. Niestety, nie lubię za bardzo tego typu opowiadań, nie twierdze, że mi się nie podoba, jest ok, tylko w kontynuacji proponuje dodać "dziewczynę" do opowiadania(pewnie także na to wpadłeś). Krótko mowiąc opowiadanie na początku wydaje się nudne, potem ciągnące się do końca. Popracuj nad tym, co nie znaczy, że nie jest "wow", bo pozytywnie mnie zaskoczyło i nastawiło. Pozdrawiam :->
________________________

 
 
R.I.P. 




Preferowany:
RPG Maker XP

Pomóg³: 9 razy
Do³±czy³: 28 Mar 2010
Posty: 173
Sk±d: Warszawa
Wys³any: Wto 05 Lip, 2011 20:59
Na początku 2 dzieł nasz bohater był Nieznajomym błąkającym się po mieście i po karczmach ludkiem ale w 3 dziele dowiadujemy się że nasz bohater nazywa się Jann, który jest poszukiwany przez straż miejską która znalazła go potem w karczmie i bezlitośnie zamkneła go w więzieniu, po czym przyszedł jakiś urzędnik po kilku dniach i powiedział że Jann musi się udać do Więzienia Cesarskiego gdzie miał zostać przesłuchany. Moim zdaniem czegoś tutaj brakuje w tym opowiadaniu więc daje... "Da się czytać ale wymaga poprawek."
 
 
Wy¶wietl posty z ostatnich:   
Ten temat jest zablokowany bez mo¿liwo¶ci zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie mo¿esz pisaæ nowych tematów
Nie mo¿esz odpowiadaæ w tematach
Nie mo¿esz zmieniaæ swoich postów
Nie mo¿esz usuwaæ swoich postów
Nie mo¿esz g³osowaæ w ankietach
Nie mo¿esz za³±czaæ plików na tym forum
Mo¿esz ¶ci±gaæ za³±czniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group | Template Klam by Ayene