Ogłoszenie 

Uwaga! To forum jest w trybie offline.
Wszelką pomoc uzyskasz pod adresem
forum.ultimateam.pl


Administracja Forum


Poprzedni temat «» Następny temat
Zamknięty przez: Nhadala
Czw 19 Lip, 2012 10:17
Opowiadanie by Aduine '__'

Jak oceniasz to opowiadanie?
Super!
45%
 45%  [ 5 ]
Całkiem niezłe.
27%
 27%  [ 3 ]
Podoba mi się, ale są zauważalne błędy.
9%
 9%  [ 1 ]
Da się czytać ale wymaga poprawek.
18%
 18%  [ 2 ]
Dużo rzucających się w oczy błędów, nieprzyjemnie się czyta.
0%
 0%  [ 0 ]
Słabe!
0%
 0%  [ 0 ]
Dno, tak słabego opowiadania dawno nie czytałem!
0%
 0%  [ 0 ]
To opowiadanie można spisać na papierze toaletowym - do dupy!
0%
 0%  [ 0 ]
Głosowań: 11
Wszystkich Głosów: 11

Autor Wiadomość
Aduine 




Preferowany:
RPG Maker VX

Dołączył: 04 Wrz 2010
Posty: 8
Skąd: Warszawa
Wysłany: Nie 30 Sty, 2011 19:39
Opowiadanie by Aduine '__'
Zniechęcająco długie ale przeczytajcie bo warto 8-)

Opowiadanie dedykuję mojej dziewczynie :cmok: , dzięki której powstało, oraz wszystkim forumowiczom, dzięki którym zapoznałem się z RPG Makerem i stworzyłem swoją pierwszą grę (do znalezienia na http://www.chomikuj.pl/livbring ).

Nie pozostaje mi teraz nic innego, jak tylko życzyć miłej lektury ^^


Cytat:
Miasto tętniło życiem. Ulicą przelewał się tłum ludzi, w którego skład wchodzili kupcy, szlachcice, mieszczanie oraz dość znacząca ilość złodziejaszków i kanciarzy. Od czasu do czasu w słońcu zabłyszczała glewia strażnika miejskiego, zdarzało się też zobaczyć konie ciągnące po bruku wyładowany towarami wóz, który najprawdopodobniej przed dotarciem do celu nie był już taki wyładowany. Kupcy z kramów przyległych do murów zachwalali swoje towary, przed stoiskami z ubraniami zebrała się dość spora grupka kobiet, które z entuzjazmem przerzucały kolejne suknie i tuniki, przekrzykując się nawzajem. Przed jednym z domów, na ogrodzonym kamiennym murkiem trawniku, bawiły się dzieci, rzucając do siebie drewnianą kulkę. W innym budynku, pełniącym funkcję gospody, panował natomiast niesamowity zgiełk. Mimo ochrony, składającej się z dwóch barczystych mężczyzn stojących przed wejściem, którzy konsekwentnie selekcjonowali wchodzących gości, wewnątrz znajdowało się tyle ludzi, że znalezienie dla siebie wolnego miejsca przy jednym ze drewnianych stołów graniczyło z cudem. Wśród osób, którym udało się dostać do siedzenia przy ladzie, znajdował się mężczyzna. Był ubrany w skórzany półpancerz, ciemne włosy sięgające nieco poniżej ramion związał w kucyk. Rozglądał się po sali podejrzliwym wzrokiem, popijając z poszczerbionego kufla coś, co zdaniem siwego karczmarza miało być piwem. Męczył go ten cały hałas i smród spoconych ciał, z ustami zaciśniętymi w wąską szparę przyglądał się grupie szlachciców, śpiewających pijackie pieśni i wymachujących kuflami (które to wymachiwanie sprawiało, że wszyscy mieli poplamione kaftany), zastanawiając się, jak długo przyjdzie mu przebywać w tym mieście. Zakrzyknął do karczmarza, a gdy ten przybiegł, nakazał mu podać drugie piwo, ciskając mu przy okazji srebrnego półgroszaka. Karczmarz chwycił monetę, odsłaniając czarne zęby w radosnym uśmiechu, i ruszył dziarskim krokiem w stronę beczki, trzymając w ręce kufel. Po chwili wrócił, postawił przed mężczyzną piwo, po czym mrugnął przyjaźnie i odszedł w stronę klienta, który wykrzykiwał obelgi na sprawną obsługę. Przybysz wypił szybko zbawienny w panujących o tej porze roku upałach napój i wyszedł z gospody. Spojrzał na ludzi na ulicy, po czym śmiało wszedł między nich, ze stoickim spokojem znosząc kuksańce i szturchnięcia. Przy wyjściu z dzielnicy kupieckiej tłum znacznie się rozrzedził. Mężczyzna zbliżył się do bramy prowadzącej do zewnętrznego pierścienia zamkowego, pilnowanej przez jednego strażnika, który przewracał w palcach złotą monetę, uważnie się jej przyglądając. Ignorując go przeszedł przez bramę, ku własnemu zdziwieniu nie zostając zauważonym przez „czujnego” stróża prawa. Szedł spokojnie ulicą, zerkając od czasu do czasu na niesiony w ręce zegarek – innowacyjny wynalazek, który zastępował dotychczasowo stosowane klepsydry – znaleziony w kieszeni marynarki jednego ze szlachciców, który uznał, że można mu się odgrażać krótkim sztyletem. Miał jeszcze około dwóch godzin do zmierzchu, a do tego czasu miał załatwić pewną niecierpiącą zwłoki sprawę. Skręcił w wąską alejkę i przeszedł kilkadziesiąt metrów, kiedy zobaczył osobę, której szukał. Szlachcic, powszechnie nazywany „Księciem”, szedł z dumnie podniesioną głową, ciągnąc za sobą długą, rubinową pelerynę, mając na twarzy pełen pogardy do wszystkiego uśmieszek. Przeszedł obok nie zwracając na niego uwagi, a gdy się minęli, przybysz wyciągnął schowany w rękawie nóż myśliwski i wbił mu w szyję. Następnie rozejrzał się, a gdy uznał, że pozostał niezauważony, pociągnął drgającego Księcia w pierwszy z brzegu zaułek i spojrzał na niego z politowaniem. Wyraz pogardy na twarzy szlachcica zmienił się w minę ukazującą zaskoczenie i przerażone niezrozumienie. Rozpiął mu błyszczący złotym brokatem kaftan i wyciągnął z wewnętrznej kieszeni zwinięty pergamin, którego, zbiegiem okoliczności, akurat potrzebował. Rozwinął go, zerknął na nadawcę, a gdy upewnił się, że jest to ten dokument, zwinął z powrotem i w wsadził do zawieszonej przy pasie skórzanej torby. Następnie spojrzał jeszcze raz na bladą twarz wykrwawiającego się mężczyzny i wyszedł z zaułka, wycierając zaczerwienione ręce o półpancerz. Mógł mu zabrać niewątpliwie przyciężkawą sakiewkę, ale nie był przecież hieną cmentarną, a pozostawiony przez niego człowiek leżący w plamie koloru podobnego do koloru swojej peleryny był niczym innym, jak tylko trupem…
***
Otworzył drzwi i wszedł, otrzepując buty z błota. Odwiesił płaszcz na drewniany haczyk wystający ze ściany i ruszył do następnego pomieszczenia. Znajdowało się w nim kilkanaście osób, w większości odzianych w luźne koszule. Wyglądali niegroźnie, ale mógłby się założyć, że każdy z nich miał przynajmniej jeden ukryty nóż. Jeden z mężczyzn, siedzący przy stole, z niesamowitą prędkością wbijał ostrze sztyletu w przerwy między palcami. Na każdym z nich miał wiele blizn, co pozwalało zakładać, że dojście do perfekcji wymagało od niego wielu treningów. Spośród zgromadzonych w sali jeden się wyróżniał. Rzucało się w oczy, że jest bogatszy od pozostałych – na wierzch koszuli narzucił skórzaną kamizelkę, do paska miał przytroczony krótki miecz, na jego szyi zwisał złoty naszyjnik, na palcach błyskał mu pierścień ze szmaragdem. Przybysz skinął mu głową, a tamten podniósł się z ławki i otworzył drzwi do pokoju obok. Przeszli, i, zamknąwszy drzwi, rozsiedli się na krzesłach po obu stronach stołu.
– Nie ukrywam, że nie spodziewałem się, iż wyrobisz się jeszcze dzisiaj – rzekł mężczyzna, sięgając do półki przy stole i wyciągając przykurzoną nieco butelkę oraz dwa kubki. – Napijesz się? – spytał, napełniając swój kubek. Przybysz pokręcił przecząco głową. – A teraz powiedz, czego udało ci się dowiedzieć. – dodał gospodarz, po czym z głośnym gulgotem opróżnił kubek.
Nieznajomy uśmiechnął się, po czym podał wyjęty z torby zwitek papieru. Mężczyzna wziął kartkę w rękę i rozwinął ją:
– Imponujące. – rzekł z nutką podziwu. – Zakładam, że miał to Książę? – Przybysz po skinął głową:
– Czysta robota. – powiedział z uśmiechem, który przyprawiał o dreszcze. – Nawet nie zdążył krzyknąć.
– Ciekawe… Czytałeś to? – spytał, kiwając z uznaniem głową.
Przybysz rozłożył ręce w geście bezradności:
– Zerknąłem tylko, żeby upewnić się, że to o to chodziło.
– Cóż, świetnie się spisałeś i należy ci się nagroda…
Rozejrzał się po pomieszczeniu i wzruszył ramionami, po czym zerknął na swoją dłoń i z grymasem na twarzy zsunął pierścień z palca, a następnie położył na stole.
– Trzymaj. Należy ci się. – rzekł, przybierając minę niewyrażającą żadnych emocji. – A teraz pozwolisz…
Nieznajomy wstał, skinął głową, i uśmiechając się szczerze, wyszedł z budynku, zdejmując po drodze płaszcz z wieszaka i ignorując podejrzliwe spojrzenia mężczyzn z sali. Uśmiechając się obracał pierścień wokół palca. Teraz pora chyba trochę odpocząć. – pomyślał, i ruszył szybkim krokiem w stronę gospody…
***
W karczmie zapanował chaos, gdy wszyscy w pośpiechu opuszczali pomieszczenie. Drzwi otworzyły się i do sali wszedł komendant Straży Cesarskiej wraz z kilkunastoosobową obstawą. W pełnej i głośnej gospodzie nagle zrobiło się cicho i pusto, gdyż większość obecnych czym prędzej wybiegła bocznymi drzwiami. Karczmarz stał za ladą z wytrzeszczonymi oczami, w jednej ręce nerwowo ściskając brudną ścierkę, drugą trzymając drżącą na blacie.
– Zakładam, panowie, że macie mocne powody, by mnie niepokoić… - powiedział cicho, licząc pośpiesznie przybyłych strażników. Doliczył się dwudziestu dwóch osób, jednak wiedział, że jeszcze kilku stoi na zewnątrz.
– Mamy informacje, że w jednym z pokojów przebywa pewna osoba, której szukamy. - powiedział komendant, przyglądając się osobie po drugiej stronie sali. Zrobił kilka kroków i stanął przy ladzie. – I ośmielę się sądzić, że dobrze wiesz, o kogo chodzi oraz że bardzo szybko wskażesz nam ten pokój. Nie mylę się, prawda?
Karczmarz powiesił ścierkę na gwoździu, powiedział cicho „proszę za mną” i ruszył wolnym krokiem w stronę schodów. Na górze przeszli przez korytarz i zatrzymali się przy jednych z ostatnich drzwi.
– To tutaj – powiedział cicho i szybko pobiegł z powrotem do głównej sali. Nienaoliwione zawiasy głośno zaskrzypiały, gdy komendant otworzył drzwi. Wszedł do środka i rozejrzał się. Drzwi do szafy były otwarte, przy łóżku leżało kilka rozrzuconych ubrań. Firanki falowały delikatnie, a przez okno nieśmiało wsadzał głowę gołąb. Mężczyzna szybko podszedł do okna i wychylił się. Krzaki kilka metrów niżej były wyraźnie połamane.
– STRAŻ! – rozległ się po korytarzu jego krzyk. W pośpiechu do pomieszczenia przybiegło kilku żołnierzy. – Nie mógł daleko uciec. Zwołajcie ludzi i szukajcie!
Zerknął jeszcze raz i westchnął. Wiedział, co go czeka, jeśli w ciągu kilkunastu godzin nie znajdą uciekiniera…
***
Jann biegł szybko krętymi uliczkami. Nie zastanawiał się nad tym, gdzie biegnie, zależało mu na jak najszybszym oddaleniu się od gospody. Wbiegł w wąską uliczkę i schował się pod wozem z połamanym kołem. Oddychał ciężko i wpatrywał się w miejsce, z którego przybiegł. Przekręcił na palcu pierścień, co przez ostatnie kilka dni stało się jego pewnego rodzaju nawykiem. Ulicą przebiegło kilku strażników z pochodniami. Po chwili następna grupka przebiegła w przeciwnym kierunku. Gdy ucichło, wyczołgał się spod wozu i otrzepał kurtkę. Dopiero teraz zaczął się zastanawiać, gdzie właściwie się znajduje. Po głębszym zastanowieniu doszedł do wniosku, że doszedł do tego fragmentu dzielnicy kupieckiej, gdzie znajdują się domy uciech, a największy udział handlowy mają przemytnicy. W większości mieszkali tutaj przestępcy, którzy z jakiś powodów nie zostali przechwyceni przez straż. Wiele domów stało pustych, a ich właściciele siwieli w zamkowych piwnicach. I właśnie takie domy, w tym momencie, były dla Jann’a najlepszym schronieniem. Wyszedł na ulicę i rozejrzał się. Była noc i we wszystkich domach były zgaszone światła. Określenie, w którym domu ktoś jest, a w którym nie ma nikogo byłoby dość trudne. Przeszedł się wolnym krokiem, wypatrując i nasłuchując, czy nikt nie nadchodzi. Nie było tu już jednak straży, jedynie z oddali dobiegały krzyki. Kątem oka zobaczył dom wyróżniający się spośród innych. Okna były zabite deskami, na drzwiach zalegały pajęczyny. Tak, w tym domu z pewnością od długiego czasu nikogo nie było. Spojrzał w górę – budynek miał dwa piętra, z czego ostatnie wyglądało na bliskie zawalenia. Przez chwilę wpatrywał się w budynek, jednak pod wpływem jego wyglądu i nieobecności strażników postanowił rozejrzeć się za najbliższą karczmą, gdzie liczył na to, że będzie mógł napić się czegoś orzeźwiającego i zapomnieć o problemach.
***
Obudziły go promienie słońca wpadające przez malutkie, zakratowane okienko. Podniósł się ze słomianego posłania i przetarł oczy. Próbował sobie przypomnieć, skąd się tu wziął, ale pamiętał jedynie smak piwa oraz półnagie kobiety tańczące na drewnianych stołach wśród rozradowanej gawiedzi. W każdym razie teraz z przerażeniem zdał sobie sprawę, iż w wyniku jakiegoś nieszczęśliwego zbiegu okoliczności znalazł się w celi. Podstawił sobie pod okno drewniany, rozklekotany stołek i wyjrzał na zewnątrz. Był wczesny ranek i miasto dopiero budziło się do życia. Po ulicy turkotały pierwsze wozy, skądś dobiegały głosy wesołych kobiet, jednak były one poza zasięgiem jego wzroku. Westchnął i przekręcił pierścień. A raczej chciał przekręcić, gdyż okazało się, że znikł on z jego palca. Razem z pierścieniem znikło skórzane ubranie. Obecnie był w poplamionej, białej koszuli oraz krótkich, połatanych zielonych spodniach. Koszula nie miała rękawów, zostały po nich jedynie dwa porwane otwory. Podszedł do metalowych krat. Wejścia pilnowało dwóch strażników w pełnym uzbrojeniu. Jeden z nich opierał się o trzymaną halabardę i oddychał głęboko. Wszystko wskazywało na to, że służba oraz skonsumowany w czasie jej trwania alkohol przerosły żołnierza, w związku z czym zdecydował się pójść spać. Drugi z strażników, usłyszawszy kroki, odwrócił się szybko, i ujrzawszy mizernie wyglądającego więźnia uśmiechnął się szeroko.
– Witamy w naszych apartamentach. Wyspał się pan? Przynieść śniadanie, czy może osobiście zejdzie wasza wielmożność do jadalni? – rzekł, parskając śmiechem i patrząc wyczekująco na osobę drugiej stronie furty.
– Dziękuję, nie jestem głodny – odpowiedział Jann i odszedł z powrotem w głąb celi.
Widocznie strażnicy zdecydowali jeszcze raz rozejrzeć się po gospodach i nieszczęśliwie spotkali go w jednej nich. Westchnął znów, usiadł na stołku, oparł łokcie na kolanach i złapał się za głowę. Co by nie mówić, znalazł się w sytuacji bez wyjścia. Sytuacji, w której zręczność, siła ani skromne umiejętności walki nie mogły mu się przydać. Wstał i zaczął chodzić w kółko. Szybko jednak zrezygnował z tej czynności, gdyż nie miał butów, a podłoga celi pokryta była licznymi kamyczkami. Położył się na posłaniu i spojrzał w sufit. W książkach, które czytał będąc dzieckiem, cele zawsze miały tajemnicze, ukryte przejście. W tym przypadku na sekretny tunel nie było co liczyć. Cela zbudowana była z ciasno ułożonych kamiennych bloków, stworzenie podkopu na wydeptanym, twardym jak skała podłożu z całą pewnością było niemożliwe. Okienko natomiast było zbyt małe, by mógł się przez nie przecisnąć człowiek. Poza tym i tak znajdowały się w nim grube na trzy lub cztery centymetry metalowe pręty. Jedyne wyjście stanowiła stalowa furta, pilnowana przez strażników. Dalej były schody, na górze których z pewnością również czekali strażnicy. Wzruszył bezradnie ramionami i przekręcił się na bok. W pomieszczeniu oprócz zawieszonego przy ścianie na drewnianej podpórce słomianego siennika oraz rozklekotanego stołka znajdował się także solidny drewniany stół, a także optymistycznie nastawiająca czaszka bez kilku przednich zębów. Wstał i podniósł ją z ziemi.
– Mam nadzieję, że nie poleżę tu tak długo jak ty – powiedział z przekonaniem, patrząc w puste oczodoły. – Ciekawy jestem, gdzie jest twoja reszta…
Bez entuzjazmu rozejrzał się po celi, gdzie, zgodnie z tym czego się spodziewał, nie znalazł reszty szkieletu. Położył czaszkę na stoliku i wrócił na siennik. Przez niewielkie okienko widział malutki kawałek nieba. Było niemal bezchmurne. Wzdrygnął się, gdy po jego reku przeszedł malutki pajączek. Niby malutki, ale większość ludzi się wzdryga gdy widzi w pobliżu pająka (wspomnianego pająka czekał nieszczęśliwy los, gdyż pod wpływem pstryknięcia wzniósł się w powietrze, gdzie doznał ogromnej radości, po czym uderzył w ścianę i zginął). Jann położył się na wznak i leżał, patrząc w sufit. Ciężkie kamienne płyty oparte na drewnianej, bardzo solidnej konstrukcji. Westchnął jeszcze raz i zamknął oczy. Po kilku chwilach pochrapywał już, krążąc myślami wokół bezludnych wysp i niezliczonych bogactw.
***
Następne dni zleciały szybko. A właściwie, nie oszukujmy się, wlokły się niemiłosiernie. Raz dziennie przychodził strażnik i przez szczelinę na dole kraty wsuwał tacę z jedzeniem. Nie najsmaczniejszym jedzeniem, ale więzienie to więzienie, nie ma co oczekiwać dań godnych książęcego stołu. W każdym razie Jann miał okazję przegryźć pajdę czerstwego chleba, wypić kubek lub dwa zimnej wody oraz zjeść nieco podejrzanie wyglądającej potrawy o trudnej do opisania konsystencji. Po kilkunastu dniach, około południa, coś zakłóciło więzienny spokój. Zaczęło się od tego, że z góry schodów zaczęły dobiegać głosy. Zdawało się, że ktoś się z kimś kłóci. Po chwili głosy ucichły, a zaraz potem rozległ się przytłumiony odgłos zatrzaskiwanych drzwi. Sytuacja ta zaintrygowała Jann’a, gdyż na górze do tej pory zawsze panowała cisza. Tego dnia nad miastem przesuwały się wolno gęste, burzowe chmury i wszystko wskazywało na to, że wieczorem będzie ulewa. Fakt ten, jak się wkrótce miało okazać, był dla więźnia bardzo sprzyjający, jednak siedząc w celi patrzył on na chmury z ponurym, chłodnym spojrzeniem i grymasem na twarzy, reprezentującym głęboką niechęć do otaczającego świata. Kilka godzin później dał się słyszeć stukot butów na schodach i ktoś wszedł w więzienny korytarz. Na ścianach tańczyło światło rzucane przez pochodnię, którą przybyły trzymał w ręce. Zaciekawiony więzień podszedł szybkim krokiem do furty. Nie tylko on – przy większości metalowych krat pojawili się pozostali więźniowie, przyglądający się ubranemu w błyszczący kirys człowiekowi, który w ręce trzymał zwinięty pergamin.
– Dokument ze stolicy – powiedział z kamienną twarzą do strażnika przy celi Jann’a – Więzień ma być przetransportowany do więzienia cesarskiego, gdzie ma zostać poddany dokładnemu przesłuchaniu. – Westchnął i spojrzał na strażnika. Uśmiechnął się lekko. – Zarówno wy, jak i ja wykonujemy pokornie rozkazy. Muszę dostarczyć tego człowieka przed północą. Zbierzcie się szybko, to może jeszcze wybierzemy się do karczmy - na mój koszt oczywiście. - dodał przyjaźnie, po czym podrapał się w policzek i poszedł z powrotem w stronę schodów. Zaraz po zatrzaśnięciu drzwi, na górze znów rozległy się hałasy, po czym zapanowała cisza.
Myśl o kuflu piwa w miejscowej gospodzie sprawiła, że strażnik poderwał się i gwałtownie zaczął przebierać w pęku kluczy wiszącym przy pasie. Drugi natomiast szybkim krokiem odszedł w stronę skrzynki, z której wyjął dwie rzeczy: sporych rozmiarów worek oraz metalowe kajdany. Po chwili wrócił, a gdy pierwszemu udało się otworzyć furtę, pochwycił więźnia i szybko zacisnął obręcze na jego nadgarstkach i kostkach. Zarzucił wór na plecy, chwycił Jann’a za bark i ruszył w stronę schodów. Pomieszczenie na górze było urządzone bardzo skromnie – w rogu stała szafa, na wprost drzwi stało biurko zasypane kartkami, za biurkiem natomiast znajdowała się wielka biblioteczka zastawiona oprawionymi w czerwone okładki książkami. Przy biurku siedział starszy pan, o długiej, sięgającej obojczyków brodzie, bystrych oczach oraz palcach poplamionych inkaustem. Spojrzał na strażnika oraz więźnia, i przewrócił oczami.
- To ten? – spytał. Strażnik skinął głową. – Czy wy słyszeliście – ciągnął urzędnik – jaką awanturę zrobił mi ten przybysz? Przecież to jest oczywiste, że muszę sprawdzić oryginalność glejtu!
Strażnik spojrzał na niego pełnym politowania wzrokiem. Dziadek strzelił palcami i stwierdził:
- Tak, tak! Ale przejdźmy do rzeczy. Proszę, oto… - przewrócił kartki na blacie i wydobył kilka, zapisanych szczególnie niewyraźnym pismem - … dokumenty. – zerknął w trzymany plik papierów i powiedział mocniejszym głosem: - Tak, oto one. – dał plik kartek strażnikowi.
Ten spojrzał w papiery, schował je za pazuchę, po czym, chwyciwszy mocniej Jann’a, opuścił budynek więzienny…


Ciąg dalszy być może nastąpi…



Spoiler:

Jest to pierwsze opowiadanie, które ośmieliło się opuścić bezpieczne progi obozu na dysku twardym i ruszyć w niebezpieczną podróż po ogromie wirtualnego świata.
Zwracam się więc do was z prośbą o rady, ponieważ czuję, że pisanie opowiadań to coś co mnie interesuje i chciałbym to robić jak najlepiej. Z góry dzięki!



Cezar (Aduine)

________________________
Zapraszam do przeczytania mojego opowiadania. Znajdziecie je na http://razec95.blogspot.com

No to zaczynamy:
Spoiler:

Spoiler:

Spoiler:

Spoiler:

Spoiler:

Spoiler:

Spoiler:

Spoiler:

Spoiler:

Spoiler:

Spoiler:

Spoiler:

Spoiler:

Spoiler:

Spoiler:

Koniec :)

 
 
 
krakoman 




Preferowany:
RPG Maker VX

Dołączył: 15 Lut 2011
Posty: 50
Wysłany: Wto 29 Mar, 2011 11:13
Super opowiadanie!!!
________________________



Gość,do roboty,a nie opisy czytać!
 
 
 
Feniks 




Preferowany:
RPG Maker XP

Ranga RM:
2 gry

Pomógł: 62 razy
Dołączył: 04 Wrz 2010
Posty: 511
Wysłany: Wto 29 Mar, 2011 15:57
Hm... powiem ci że w głosowaniu wahałem się czy dać "super!" czy "całkiem nieźle", dałem całkiem nieźle, ponieważ zabrakło mi w tym opowiadaniu klimatu którego lubię m.in. akcja, dużo akcji, fantastyki(nie mówię koniecznie o magii) i nie określę tego, ale powiem ci, że czegoś tu zabrakło. Dzięki temu opowiadaniu(chodź się nie spodziewałem), nabrałem nowych pomysłów do następnej powieści. Tą co pisze muszę niedługo skończyć, przerwa nie wyszła na dobre... ale dość o mnie. Cóż, nie licząc tego, czego mi zabrakło... Na początku opowiadanie wydawało się nudne w środku miałem dylemat czy skończyć czytać czy nie, mimo wszystko przeczytałem. Niestety, nie lubię za bardzo tego typu opowiadań, nie twierdze, że mi się nie podoba, jest ok, tylko w kontynuacji proponuje dodać "dziewczynę" do opowiadania(pewnie także na to wpadłeś). Krótko mowiąc opowiadanie na początku wydaje się nudne, potem ciągnące się do końca. Popracuj nad tym, co nie znaczy, że nie jest "wow", bo pozytywnie mnie zaskoczyło i nastawiło. Pozdrawiam :->
________________________

 
 
R.I.P. 




Preferowany:
RPG Maker XP

Pomógł: 9 razy
Dołączył: 28 Mar 2010
Posty: 173
Skąd: Warszawa
Wysłany: Wto 05 Lip, 2011 19:59
Na początku 2 dzieł nasz bohater był Nieznajomym błąkającym się po mieście i po karczmach ludkiem ale w 3 dziele dowiadujemy się że nasz bohater nazywa się Jann, który jest poszukiwany przez straż miejską która znalazła go potem w karczmie i bezlitośnie zamkneła go w więzieniu, po czym przyszedł jakiś urzędnik po kilku dniach i powiedział że Jann musi się udać do Więzienia Cesarskiego gdzie miał zostać przesłuchany. Moim zdaniem czegoś tutaj brakuje w tym opowiadaniu więc daje... "Da się czytać ale wymaga poprawek."
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group | Template Klam by Ayene