| Og³oszenie |
Administracja Forum
|
Zamkniêty przez: Ayene Pi± 10 Gru, 2010 14:42 |
Jaryło |
| Autor |
Wiadomo¶æ |
noruj


Preferowany:

Ranga RM:

Pomóg³: 2 razy Do³±czy³: 19 Cze 2010 Posty: 121
|
Wys³any: Pon 05 Lip, 2010 19:38
|
|
|
Jaryło
|
Krótkie opowiadanie w klimatach fantasy : )
Napisane już z półtora roku temu.
„ WÄ…pierz w karczmie”
Ridder wolnym krokiem wszedł do bezimiennej gospody. Od razu poczuł woń mocnego alkoholu i smrodu pospólstwa. Na ustach kapłana pojawił się krzywy uśmiech. Karczma była całkiem spora, mieściło się tutaj kilka dużych stołów i rozpadające się schody na piętro. Ludzie byli tak upici, że nie zauważyli przybysza, który skierował się w stronę karczmarza. Posturą ten przypominał puszystego krasnoluda i był jedną z nielicznych osób, którą można było posądzić o trzeźwy umysł. Właśnie wrzeszczał na jakiegoś pachołka opluwając przy tym jego spitą twarz.
- I po co żeÅ› z tym ganioÅ‚ do miasta!? – wrzasnÄ…Å‚, a na twarzy mÅ‚odziaka pojawiÅ‚ siÄ™ krzywy grymas.
- Witajcie karczmarzu, problemy jakoweÅ› macie? – Ridder spoczÄ…Å‚ przy ladzie.
Chłopak natychmiast wykorzystał okazję i czmychnął. Zapewne po to, aby obalić następną flaszkę.
- A ty co? Inkwizycja Å›wiÄ™tuchna? – odwarknÄ…Å‚ w stronÄ™ przybysza.
- Można tak to ująć – odpowiedziaÅ‚ kapÅ‚an i pokazaÅ‚ rozmówcy srebrny sygnet ze znakiem zachodzÄ…cego sÅ‚oÅ„ca.
Na twarzy karczmarza pojawiło się przerażenie.
- Witam najjaÅ›niejszego kapÅ‚ana w mojej gospodzie. Ja i żonka mojuchna od wielu pokoleÅ„ najwierniejszymi wyznawcami Chorsa…
- Nie twoją wiarę sprawdzić przybyłem, a pokój wynająć chciałem. Widzę jednak, że problemy w gospodzie macie. Mało klientów?
To właśnie irytowało Riddera w byciu kapłanem. Ludzie żyli w przekonaniu, że rolą jego zawodu było palenie niewiernych i szerzenie słowa Chorsa. Natomiast dla nich był on tylko kolejnym bogiem z świętej czwórki. Ludzie wybrali go na stworzyciela świata, a kapłanów za jego pośredników. Czasami bywało to pomocne, ale w rzeczywistości ich rola była zupełnie inna. Szkolili ich w mieście Tundur w północnej części starego imperium. W samej stolicy Metedengladu. Uczyli ich władać bronią, wyzwalać magię, udzielać pierwszej pomocy. Dowiadywali się o najróżniejszych potworach i innych inteligentnych rasach. Można by rzec, że ich rola była błaha. Wyruszali na gościniec, aby nieść ludziom pomoc, ale było ich niewielu i znali się na swoim fachu. Czasem przegonili Disy z wioski, a to zajęli się topielcami, to rozwiązali konflikt czy pomogli rannemu.
- Ano… wÄ…pierza podejrzewam w gospodzie… - rzekÅ‚ niechÄ™tnie.
- Wśród gości?
- Ano.
- Ktoś tu mieszka na stałe?
- Cztery osoby, przyjezdni.
- Z tym poleciaÅ‚ ten chÅ‚opak do miasta? – kontynuowaÅ‚ Ridder.
- Ano - odpowiedział cicho karczmarz.
- To czemuÅ› na niego rzyć wydarÅ‚? – zapytaÅ‚, a na twarzy rozmówcy pojawiÅ‚a siÄ™ ogÅ‚upiaÅ‚a mina.
- No wie Kapłan, jak mi się straż zleci to zaraz rozkradną wszystko. Wolę samemu sprawuchę załatwić.
- WiÄ™c… ja siÄ™ tym zajmÄ™ za sto tokenów – odpowiedziaÅ‚ szybko Ridder.
- Sto!? – karczmarz miaÅ‚ minÄ™, która wyrażaÅ‚a przerażenie zarówno tÄ… kwotÄ… jak i skutkami ewentualnego odmówienia.
- Niech bÄ™dzie panie KapÅ‚an. Można poznać miano pana KapÅ‚ana? – minÄ™ miaÅ‚ niechÄ™tnÄ…, ale wiedziaÅ‚ jak siÄ™ zachować.
- Ridder z Brego.
- Perun z… karczmy – rzekÅ‚ z wymuszonym uÅ›miechem, ale przybysz nie zwróciÅ‚ na to uwagi. Jak na razie nie interesowaÅ‚o go pochodzenie wÅ‚aÅ›ciciela gospody.
- Daj coÅ› do picia i strawÄ™ jakÄ…Å›. Pogadamy o tym wÄ…pierzu – byÅ‚a późno noc, a Ridder byÅ‚ znużony podróżą. Karczmarz po prÄ™dce podaÅ‚ jakieÅ› jadÅ‚o i piwo. Trunek byÅ‚ podÅ‚y, a barani udziec przypalony, ale kapÅ‚an jadaÅ‚ o wiele gorsze rzeczy.
- No to mówże wiÄ™cej o tym wÄ…pierzu – powiedziaÅ‚ Ridder, kiedy już najadÅ‚ siÄ™ do syta.
- No… dziwny z niego gość, nie zabija. Ino kÄ…sa.
Ridder westchnął. Dla niego to nie było dziwne. Wąpierz żywi się ludzką krwią, ale gdy zabiję swoją ofiarę, to tym samym czynią ją podobną sobie. Nie może nawet zabić kogoś jak mu rzyć zawraca. Nie może także zginąć śmiercią naturalną i jest podatny na magię, a oprócz tego nie różnił się niczym od człowieka. Kły wyrastały mu dopiero wtedy, kiedy zabierał się do ucztowania. Ludzie tacy jak Perun z pewnością uważają, że wąpierz w nocy zakłada czarną szatę z kapturem i czci demony.
- Zamykasz szczelnie gospodÄ™?
- Pewno! Ino ja klucze mam.
- Kto wynajął pokój?
- Bidar, Silon i Danken – Perun z wielkim wysiÅ‚kiem wyliczaÅ‚ na palach.
- Powiedz o nich coÅ› wiÄ™cej – kapÅ‚an byÅ‚ cierpliwy, od dawna nie miaÅ‚ żadnej roboty, a i sakiewka nazbyt ciężka nie byÅ‚a.
- Ano, Bidar to zwykÅ‚a moczymorda, ledwo mi sukinsyn za pokój pÅ‚aci na czas. Silon robi na budowie. WspominaÅ‚, że zarobi trochÄ™ i wyjeżdża. MyÅ›lim, że to on krwiopijcÄ… jest… - powiedziaÅ‚ karczmarz drapiÄ…c siÄ™ po gÅ‚owie.
- Nie trudź się myśleniem, ja się tym zajmę. Co z Dankenem?
- Ano, nie wim dokładnie. Chyba stary żołnierz z Bachus.
- Dobrze. Daj jeden pokój, musze wypocząć. Jutro zajmÄ™ siÄ™ tÄ… sprawÄ… – powiedziaÅ‚ ze zmÄ™czeniem Ridder.
Karczmarz podał mu mosiężny klucz i wskazał schody na górę. W karczmie było tylko kilka osób, kapłan wstał i ruszył na górę. Dotarł na szczyt i stanął w krótkim korytarzu. Po każdej ze stron było pięć par drzwi. Ridder spojrzał na numerek na kluczu i odnalazł swój pokój. Otworzył drzwi i wszedł do pokoju. W środku było zadziwiająco czysto, przy ścianie po lewej stronie stała szafka, a nad nią lustro. Na końcu pomieszczenia stało rozklekotane łóżko. Kapłan zamknął drzwi na klucz. Podszedł do lustra i uważnie się sobie przyjrzał. Ostatnie lata poważnie go zniszczyły. Twarz miał zmęczoną i powoli starzejąca się. Miał długie czarne włosy. Często zaniedbane. Następnie spojrzał na swoją skurzaną kurtkę. Ona również wymagała drobnej odnowy. Paski były już zdarte, a i kilka dziur by się znalazło. Tym bardziej kapłan potrzebował pieniędzy. Ridder odłożył na szafkę młot. To jedyna naprawdę wartościowa rzecz, którą posiadał. Jednoręczny, ale całkiem spory był wykonany z najlepszego materiału. Kapłani rzadko nim walczyli, była to raczej cecha charakterystyczna tej kasty. Poza tym zwykle mieli też normalne długie miecze. Tak i również było w tym przypadku. Ridder położył ostrze koło łoża i usiadł na podłodze. Zaczął medytować, robił to co wieczór, aby być skoncentrowanym i tracić mniej energii przy czarowaniu. Po godzinie wstał, złożył dłonie w trójkąt, wycelował w drzwi i wyszeptał kilka niezrozumiałych słów. Natychmiast poczuł falę zmęczenia. Rzucił zaklęcie ochronne na wejście do pokoju. Każda osoba, która przekroczy próg tego pokoju, a nie będzie to Ridder, zostanie oszołomiona. Jeśli wywoływacz zaklęcia przekroczy próg to zaklęcie zostanie zdjęte. Takie czary zwykle wymagały dużej kondycji, a kapłan był na skraju wyczerpania. Położył się na łóżku i zamknął oczy. Nie było wygodne, ale zawsze lepsze od twardej ziemi, albo cuchnących bagien.
***
- ZÅ‚e nowiny – rzuciÅ‚ Perun nastÄ™pnego dnia, kiedy przybysz zszedÅ‚ na dół.
Ridder uśmiechnął się i usiadł przy stole. W karczmie nie było nikogo, oprócz tego parobka, którego ostatniego wieczoru zawrzeszczał szanowny karczmarz. Perun rzucił się do kapłana.
- Podać coÅ›? Piwa? Wina? – Ridder tylko uniósÅ‚ dÅ‚oÅ„, aby uciszyć karczmarza.
- Kto to? – spytaÅ‚ po chwili wskazujÄ…c gÅ‚owÄ… na mÅ‚odzieÅ„ca.
- Syn mój – mruknÄ…Å‚ Perun
- Co to za nowina?
- Ano… WÄ…pierz pokÄ…saÅ‚ nastÄ™pnego goÅ›cia. WyjechaÅ‚ z wioski o Å›wicie.
Kapłan chwilę się zastanawiał, po czym przemówił.
- Dobrze, wpadnę tu później. Bywaj - rzekł, wstał i wyszedł.
Padało, jak zwykle. Nie była to ulewa, ale zwykły codzienny kapuśniaczek. Ridder znajdował się w środku Starego Imperium. W wiosce, która była umiejscowiona na bagnach. Domy był zarośnięte i zaniedbane. Kapłan ruszył przez rozmokła ścieżkę aż na skraj wioski. Ludzie patrzyli na niego z dziwnym zainteresowaniem. Przy wejściu do wioski budowano maleńką wieżyczkę. Robiło przy tym kilku wieśniaków.
- Który z was to Silon? – zapytaÅ‚, a wszyscy popatrzeli na niego z tÄ™pym wyrazem twarzy.
- Ja – odpowiedziaÅ‚ najmniejszy z nich i podszedÅ‚ do kapÅ‚ana.
- Witaj, zwą mnie Ridderem, albo kapłanem.
- Czego chceta?
- Mam kilka pytań. Słyszałeś o tej aferze z wąpierzem? Ile tu zabawisz?
- Słyszałem o tym krwiopijcy. Zarobię trochę gorsza i już mnie nie ma w tej przeklętej wiosce.
- Rozumiem, wybacz, że przeszkodziłem ci w pracy. Bywaj.
Kapłan usiadł na kamieniu przy drodze i przez dłuższą chwilę wpatrywał się przed siebie. Co jakiś czas przejechał jakiś wóz, albo posłaniec na koniu. Ridder wyciągnął z kieszeni wiekowy bursztyn. Ofiarowała mu go bliska jego sercu elfka. Właśnie w tym tkwił problem. Mimo, że wiele tak temu dwie rasy zasiedliły Metedenglad, to ludzie oślepieni chciwością przegonili elfy z ich miast i wsi. Do dzisiejszego dnia żądne zemsty elfy ukrywają się gdzieś w lasach Nowego Imperium. Ridder poznał Miccaotli kilka lat temu, w czasie pogromu Nen Girith. Jako kapłan, nie mógł wziąć w tym udziału. Co prawda, miał za zadanie walczyć z nieludźmi, ale elfy i krasnoludy, byli traktowany jak ludzie. Tak było kiedyś. Pomógł Micce uciec. W tych okolicznościach się poznali. Kapłan uśmiechnął się krzywo, wstał i ruszył do gospody. W środku Perun podszedł do niego i wyszeptał.
- Mam nowiny…
Ridder usiadł przy ladzie, a karczmarz natychmiast podał mu kufel grzanego miodu.
- WiÄ™c? – zapytaÅ‚ Ridder upijajÄ…c Å‚yka.
-- Wim kto wÄ…pierzem jest. Możesz przerwać Å›ledztwo – oznajmiÅ‚ uradowany.
- To ciekawe, a któż nim jest?
Karczmarz rozejrzał się po pustej karczmie i szepnął.
- Silon…
- Silon powiadasz? Jak to wywnioskowałeś?
- Już mówim. W każdym pokoju zawsze wieszam lusterko. W jego pokoju nima go. Musiał schować, a ludzie w świecie gadają, że wąpierz się swojego odbicia boi.
- To faktycznie cenna informacja – odpowiedziaÅ‚ Rider, ale mocno w to wÄ…tpiÅ‚. Karczmarz chciaÅ‚ za wszelkÄ… cenÄ™ doprowadzić do koÅ„ca Å›ledztwa. KapÅ‚an dobrze wiedziaÅ‚, że wÄ…pierzowi nie szkodzi jego odbicie.
***
Nadeszła kolejna noc. Kapłan przesłuchał Bidara, który zdawał się być zwykłym wędrownym bardem. Po krótkiej medytacji rzucił ponownie na drzwi zaklęcie ochronne i ułożył się na łóżku. Zasnął, ale ten odpoczynek nie miał trwać długo. Niespełna godzinę później głowę kapłana przeszyła fala energii. Ridder natychmiast się zbudził. Drzwi do jego pokoju stały otworem, a u progu leżał syn karczmarza. Kapłan założył uzbrojenie i podszedł do niego. Nie był oszołomiony, on nie żył. Głowę Riddera naszło mnóstwo hipotez. Nie tylko jego drzwi były otwarte, pokój Bidara również stał otworem. Kapłan wyjął cicho miecz i zajrzał do pomieszczenia. Bidar leżał bezwładnie na łóżku. Na szyi miał kilka śladów ukąszenia. Kapłan nie miał wyboru, bard nie żył. Zamachnął się mieczem i wyszeptał kilka słów. Uchroniło to trupa przed ożywieniem w postaci wąpierza. Z dołu słychać było głośne rozmowy i śmiechy. Widocznie karczma przepełniała się w nocy. Kapłan zszedł na piętro, przy stołach siedział tłum wieśniaków. Praktycznie cała wioska. Na twarzy karczmarza pojawił się strach. Zaczął rozglądać się po gospodzie.
- Perun! – zawoÅ‚aÅ‚ Ridder podchodzÄ…c do niego z wyciÄ…gniÄ™tym mieczem.
- Wiem, kto jest wÄ…pierzem. Cieszysz siÄ™?
- Gdzie jest mój syn? – zapytaÅ‚ Å›miaÅ‚ym tonem.
Lud w karczmie uważnie przysłuchiwał się tej rozmowie.
- Twój syn? Skoro o nim mowa, to miałbym do ciebie pytanie. Jak mogłeś spłodzić coś takiego? Skazałeś go na wąpierzy los.
- O czym ty mówisz? – gÅ‚os mu drżaÅ‚.
- Ta sprawÄ…, z którÄ… byÅ‚ w mieÅ›cie. To nie o to chodziÅ‚o, nieprawdaż? ChciaÅ‚eÅ› wplÄ…tać w to Silona. ZabijaÅ‚eÅ› innych podejrzanych. SchowaÅ‚eÅ› lustro. To dlatego nie chciaÅ‚eÅ› powiedzieć skÄ…d jesteÅ›. Pewnie, twoja rodzina wyginęła ze staroÅ›ci kilka wieków temu, a wiesz, że mógÅ‚bym to sprawdzić – na twarzy Peruna pojawiÅ‚a siÄ™ zÅ‚ość.
- WydajÄ™ ci siÄ™, że wszystko wisz? – karczmarz walczyÅ‚.
- Tak właśnie myślę.
Karczmarz uÅ›miechnÄ…Å‚ siÄ™ i cicho zaÅ›miaÅ‚. Ridder nieco siÄ™ zakÅ‚opotaÅ‚. ZaczÄ…Å‚ rozglÄ…dać siÄ™ po karczmie. Z wieÅ›niakami byÅ‚o coÅ› podejrzanego. Oni… nie jedli. Na stoÅ‚ach staÅ‚y tylko kufle z trunkami. Nikt nic nie jadÅ‚. Ridder zaczÄ…Å‚ rozumieć.
- Wszyscy… jesteÅ›cie wÄ…pierzami? – zapytaÅ‚ z nutÄ… strachu w gÅ‚osie. OczekiwaÅ‚, że wszyscy zÅ‚owieszczo kiwnÄ… gÅ‚owami i wysunÄ… kÅ‚y, ale oni siedzieli cicho przy stoÅ‚ach ze smutnymi twarzami.
- Kapłanie. Taka jest cena za pobyt w naszej wiosce, my kąsamy przyjezdnych, w zamian za pobyt w wiosce. Nie robimy nikomu nic złego. To uczciwa propozycja.
Do karczmy wszedł Silon. Był nieco pijany, ale widocznie natychmiast zrozumiał, o co chodzi.
- Chorsie przenajÅ›wiÄ™tszy – wyjÄ…kaÅ‚, a karczmarz kontynuowaÅ‚.
- Ten, kto opuÅ›ci naszÄ… wioskÄ™, już nigdy do niej wiÄ™cej nie trafi. Odejdź…
Kapłan był rozdarty. Z jednej strony zawód nakazywał mu pozbyć się wszelkich nieludzi jakich spotka, ale z drugiej strony, oni faktycznie byli tylko biednym społeczeństwem, które zostało zmuszone do takiego życia. Ridder schował miecz i ostrożnie zaczął cofać się do drzwi. Karczmarz sięgnął za ladę, na co kapłan wyjął ponownie broń.
- Spokojnie – rzekÅ‚ i rzuciÅ‚ w jego kierunku sakiewkÄ™.
- ObiecaÅ‚em ci sto tokenów – rzekÅ‚ z uÅ›miechem.
Kapłan spojrzał na wypchaną sakwę i skusił się na krzywy uśmiech.
- Bywaj Perun – i wyszedÅ‚ ciÄ…gnÄ…c za sobÄ… ogÅ‚upiaÅ‚ego Silona.
- KapÅ‚anie, nie zabijesz ich? – powiedziaÅ‚, a waliÅ‚o mu z ust JaryÅ‚em. PopularnÄ… wódkÄ… w Starym Imperium.
- Nie, a dlaczego pytasz?
Na twarzy Silona pojawił się cień strachu, zaczął biec, ale po kilku krokach przewrócił się. Kapłan podszedł do niego i spytał.
- O co chodzi? – ale nie musiaÅ‚ usÅ‚yszeć odpowiedzi. RozlegÅ‚ siÄ™ wielki huk, a caÅ‚a karczma stanęła w pÅ‚omieniach. Ridder westchnÄ…Å‚.
- Skąd miałeś środek wybuchowy?
- ZrobiÅ‚em… ProszÄ™, nie zabijaj mnie… - Silon prawie siÄ™ popÅ‚akaÅ‚.
Kapłan spojrzał na karczmę, wsłuchując się w krzyki wąpierzy. Mimo wszystko płonący budynek na tle nocy robił wrażenie.
- Wybieram siÄ™ do Nen Girith, bÄ™dziesz mi towarzyszyÅ‚? – rzekÅ‚ przypinajÄ…c sakiewkÄ™ do pasa. |
|
|
|
erienus


Preferowany:

Pomóg³: 29 razy Do³±czy³: 12 Lut 2010 Posty: 300
|
Wys³any: Pon 05 Lip, 2010 19:45
|
|
|
|
| No no, ciekawy jestem co masz z polskiego ^^ |
________________________ Kolekcjonuję "Pomógł". Jeżeli ci pomogłem i chcesz wzbogacić moją kolekcję, kliknij "Pomógł". |
|
|
|
noruj


Preferowany:

Ranga RM:

Pomóg³: 2 razy Do³±czy³: 19 Cze 2010 Posty: 121
|
Wys³any: Pon 05 Lip, 2010 19:47
|
|
|
|
4, ale jestem ciekawy jak przeczytałeś to w max 4 minuty... xD
''erienus Jest na forum minut: 4 ''
:P:P |
|
|
|
Rave


Preferowany:

Pomóg³: 12 razy Do³±czy³: 30 Kwi 2010 Posty: 348 Sk±d: /dev/null
|
Wys³any: Wto 06 Lip, 2010 00:31
|
|
|
|
| Noruj, Å›wietne uniwersum zrobiÅ‚eÅ›. Można by nawet ®PG z tego zrobić! |
________________________ Nie ma rzeczy niemożliwych, jest tylko brak umiejętności.
Używasz Windowsa 8? Jesteś łosiem.
Go¶æ is the most intelligent person in the world. |
|
|
|
Ayene


Ranga RM:

Pomog³a: 232 razy Do³±czy³a: 18 Wrz 2007 Posty: 2424
|
Wys³any: Wto 06 Lip, 2010 07:10
|
|
|
|
Dwie rzeczy nasuwajÄ… siÄ™ po przeczytaniu opowiadania
Po pierwsze Ridder ma bardzo dobrą pamięć... widocznie skupia wiele uwagi na tym, co kto mówi. Po tym jak barman wymienił trzy imiona, był w stanie zapamiętać choć jedno, a to ogromny wyczyn
Po drugie Ridder jest miłosierny Choć likwiduje takie bestie, jak "wąpierze", twierdząc, że to tylko biedne społeczeństwo, oszczędza ich nędzne "życie" Nie można zatem stwierdzić, że jest praworządny, co zapewne nie jest powszechne u innych kapłanów (biorąc pod uwagę wspomnianą w tekście reputację)...
Tak czy owak, opowiadanie bardzo interesujące, zwłaszcza, że wygląda na to, że do Riddera przyłączył się "pirotechnik". Na miejscu kapłana też bym takiego delikwenta zabrała za sobą
Nie narzekałabym, gdybyś zamieścił kolejne opowiadanko |
________________________
       
 |
|
|
|
erienus


Preferowany:

Pomóg³: 29 razy Do³±czy³: 12 Lut 2010 Posty: 300
|
Wys³any: Wto 06 Lip, 2010 08:18
|
|
|
|
| Noruj - nie wiem czy wiesz, ale szybko czytam ^^ choc troche jezdzilem oczyma po tekscie ;p czasami, ale np dialogi czyta sie szybko ;p |
|
|
|
noruj


Preferowany:

Ranga RM:

Pomóg³: 2 razy Do³±czy³: 19 Cze 2010 Posty: 121
|
Wys³any: Wto 06 Lip, 2010 12:31
|
|
|
|
Ayene trafne spostrzeżenia. Niestety, nie mam więcej opowiadań z tego cyklu.
Raven, kiedyś miałem taki pomysł, żeby zrobić detektywistycznego rpga, ale chyba za mało byłoby w tym akcji. Co jak co, opowiadanie to nie gra.
Mam jeszcze inne, np 3 lata temu zacząłem pisać kontynuacje Harrego Pottera(lol) i tak jeszcze ją kończę z sentymentu. (11 rozdziałów mam) |
|
|
|
|
|
Nie mo¿esz pisaæ nowych tematów Nie mo¿esz odpowiadaæ w tematach Nie mo¿esz zmieniaæ swoich postów Nie mo¿esz usuwaæ swoich postów Nie mo¿esz g³osowaæ w ankietach Nie mo¿esz za³±czaæ plików na tym forum Mo¿esz ¶ci±gaæ za³±czniki na tym forum
|
Dodaj temat do Ulubionych Wersja do druku
|
 |