|
   
Historia Nowego Kontynentu / Imperii
Na pocz?tku chcia?bym pozdrowi? ca?? ekip?, bez której System, o którym mowa nie mia?by racji bytu. Ale skoro teraz o nim pisz?, musi j? mie?.
Historia Nowego Kontynentu jest bardzo zawi?a i niekiedy niezrozumia?a, ale postaram si? w kilku zdaniach j? przedstawi?. No dobra zaczynamy.
Rok 2000 wed?ug kalendarza Starego Kontynentu. Grupa poszukiwaczy przygód o mrocznej przesz?o?ci (mo?liwe powi?zania z si?ami z?a) wyrusza w eskapad? dalekomorsk?
z polecenia osoby "X". Ma na celu sprawdzenie prawdziwo?ci przepowiedni o istnieniu drugiego kontynentu. Wed?ug tej przepowiedni jego istnienie ma zapocz?tkowa? tak zwan?
Er? Ko?ca. Tak wi?c aktualny w?adca Imperium b?d?c przes?dnym, postanawia zanegowa? mit faktem i udowodni?, ?e przebywaj?c okalaj?ce stary ?wiat wody, jedynym suchym l?dem jaki mo?na napotka?, to pojedyncze wysepki. Nie chc?c jednak
robi? szumu wokó? sprawy, korzystaj?c z wp?ywów, przekazuje swoje plany osobie "X" sam pozostaj?c incognito.
Pod przykrywk? floty handlowej jeden ze statków ("M?ot Sigmara") po dwóch dniach ?eglugi od??cza si? od
konwoju, wykorzystuj?c sprzyjaj?ce warunki atmosferyczne (mg?a). Flota kupiecka maj?ca z góry ustalony cel, nie bawi si? w formalno?ci i uznaje statek za zaginiony. W tym czasie w Nowym Yorku, a sory to inna bajka :)...
P?yn?c po bezkresach morza albo mórz, korzystaj?c jednak z do?wiadczenia za?ogi, po kilkudziesi?ciu dniach, przy braku po?ywienia i ko?cz?cych si? zapasach wody, zwiadowca na bocianim gnie?dzie oznajmia, ?e na horyzoncie pojawi? si? l?d.
B?d?cy na si?ach cz?onkowie za?ogi, zaopatrzeni, ruszaj? na eksploracj? terenu w g??b l?du. Ku ich zdziwieniu, przemierzaj?c wcale nie tak dziki las, natrafiaj? na ?cie?k?. Tu gór? bierze troska o w?asne bezpiecze?stwo, wi?c stal w d?onie.
?cie?ka prowadzi nizin? do... o K@#$%a wioska! Tubylcy (nie dzikusi) zajmuj?cy si? codziennymi sprawami, witaj? przybyszów z otwartymi ramionami, z jedn? pro?b? to znaczy o schowanie "krzywdzicieli". I nawet po ludzku gadaj?! Poszukiwacze przygód bez wi?kszych oporów zgadzaj? si? na warunki.
Przyzwoicie goszczeni dostaj? jad?o, a nawet trunki. Pomimo zdziwienia szybko przyzwyczaj? si? do tutejszej atmosfery. Ekipa podró?ników sk?adaj?ca si? w wi?kszo?ci z m??czyzn po d?ugim okresie wymuszonej wstrzemi??liwo?ci seksualnej, nie ukrywa ch?ci kontaktu z kobietami. Miejscowe kobiety maj? jednak opory, nawet w rozmowie.
Po paru dniach odpoczynku cz??? odkrywców postanawia zaniecha? powrotu, widz?c na nowo odkrytym terenie lepsz? przysz?o??. Reszta widz?c korzy?ci materialne, jest innego zdania. Mi?dzy nimi powstaje roz?am (konflikt interesów). Z informacji uzyskanych od
tutejszych okazuje si?, ?e nie jest to jedyna wioska zamieszkana przez ludzi. A pomimo odleg?o?ci kontynentów, borykaj? si? z podobnym niebezpiecze?stwami (ataki goblinów, spór o miedze, g?ód). Nikt w wiosce nie jest w stanie stwierdzi?, jaki czas temu przybyli tu
pierwsi osadnicy. Ch?opi oddaj? cze?? si?om natury i tym samym bogom znanym przyby?ym.
Pewnej nocy jeden z osadników zauwa?a ?un? bij?c? od brzegu. Cz??? podró?ników (ta która chcia?a wraca?) postawiona od razu na nogi, ruszy?a p?dem w kierunku zjawiska.
Mniej wi?cej w tym samym czasie miejscowe kobiety (wolnego stanu, a by?o ich du?o ^^) bior?c to za znak postanowi?y odda? si? pozosta?ym w wiosce m??czyzn?. Bez pretensji wzi?li, co chcieli.
?api?c kolejny oddech, dobiegaj?c nad brzeg, ujrzeli unosz?cy si? na wodzie statek... to znaczy jego zgliszcza :). Przeklinaj?c zaistnia?? sytuacj?, podburzeni, postanowili wzi?? odwet na wiosce. Wznosz?c has?a "gwa?ci?, pali?, rabowa?", z pian? na ustach ruszyli
w kierunku osady.
Po seksualnej orgii, wym?czeni mi?osnymi uniesieniami m??czy?ni, poszli spa?. Kobiety za? pe?ne witalnych si? zaj??y si? codziennymi obowi?zkami nie zwa?aj?c na pó?n? por?.
Po dotarciu do wioski pa?aj?c rz?dz? krwi, rozdzielili si? na mniejsze grupki i ruszyli w kierunku domów nie spotykaj?c nikogo na dworze.
c.d.n.
by SeIVoth |